Istnieje od 13 lutego 1945 roku


90-508 Łódź, ul. Gdańska 100/102
tel.: +48 (42) 636 68 35
NIP: 727-278-76-21 
 Nr. R-ku: 18 2490 0005 0000 4500 4350 8143


spis treści
Fantastyczne i cudowne

 
 Piękne to były czasy, kiedy literaturę wyprowadzoną z paradygmatu ?fantastyczności" można było jeszcze dodatkowo uplasować w czterech kategoriach zespolonych procesem transmutacji (przemiany z zachowaniem najistotniejszego elementu). Myślę tu o znanej pracy T. Todorova  Introduction â la littérature fantastique, w której strukturalista francuski proponował rozpatrywać realizowane wytwory gatunkowego zbioru ?fantastycznego" w ciągu: czysta niesamowitość - niesamowita fantastyka - cudowna fantastyka - czysta cudowność. Na owe czasy była to bardzo użyteczna taksonomia, pojemna, określająca znaną literaturę ?fantastyczną" i zarazem obiecująca, że w swej ogólności formalnej pomieści potencjale, nieznane jeszcze wytwory tego gatunku. Żywioł literatury przerósł wszakże klarowną spekulację strukturalizmu. Dla nowych propozycji literackich trzeba było tworzyć nowe nazwy gatunkowe, niekiedy trafne, niekiedy incydentalne czy po prostu chimeryczne. Za sprawą wprowadzanych przez niektórych badaczy (Doleżal, Pavel. Eco) takich terminów jak światy możliwe, modalność narracyjna, encyklopedia odbiorcza na pewien czas ów ?żywioł" dało się teoretycznie opanować. Można by zapytać: na jak długo?
Nie jest wszakże celem mojej krótkiej notki przywoływanie całego spora o fantastyczność w literaturze, chciałbym tylko pewne pomysły mistrzów myślenia teoretycznoliterackiego wykorzystać przy reflektowaniu prozy Marka Łukaszewicza.
Pan Marek nie miał wyboru: musiał się zmierzyć z całą ?tradycją zastaną", zmultiplikowaną twarzą ?Fantastycznego" (SF, Fantasty, Town fantasty - jak u Łukjanienki, wampiryzmu, ?odmiennych stanów świadomości", magic fantasty - przykładem niech będzie T. Prattchet i oczywiście nasz niesforny A. Sapkowski). Zdarza się jeszcze, że ktoś odnajdzie swój głos, swoją tonację i wpisze się w ten kanon fantastyczności (np. J. Dukaj), na ogół wszakże większość powiela (dość zresztą interesująco) jakiś wcześniej rozpoznany wzorzec. Marek Łukaszewicz swój ton odnalazł. Być może nie są to już Himalaje gatunkowych osiągnięć (przecież długa jeszcze droga szlifowania pióra przed nim), ale jest już Uchwytna zasada budowania własnego ?paradygmatu". Upatrywałbym podstawowej zasady dla tej tworzącej się poetyki w zjawiskach intertekstowych - interesującym odniesieniu do znanej już formy bądź odmiany gatunkowej. Nie tylko literatury fantastycznej, ale ogólniejszej formy narracyjnej. Po pierwsze - autor w interesujący sposób przywołuje -zapomnianą nieco - powiastkę filozoficzną. Na tej zasadzie: nadbudowania intrygi nad kontekstami poznawczymi powiastki powstaje jego Chińska baśń. Oczywiście można ją czytać jako dramat władzy, mediację życiowych porażek przez mądrość, opowieść o osiąganiu spokoju. Ale przecież z powiastki przejęte są elementy łagodnej agonistyki: ścierania się filozoficznych racji - tu myśli antycznej greckiej i rzymskiej oraz konfucjanizmu, czy filozofii Lao Tsy. W wymiarze leksykalnym panuje tu dialog racjonalnego myślenia europejskiego z paradoksalną zasadą orientalnego koanu. To są ?smaczki", które nie każdy odbiorca wypatrzy, ale każdy przecież znajdzie w czytaniu prymarnym ciekawą intrygę.
Po wtóre - autor w sposób żartobliwy, pełen empatii wobec swych bohaterów (tzw. mediacja empatyczna) tworzy baśniową, magiczną opowieść o melioratywnym zakończeniu. Bohater unika diabelskiej mocy dzięki temu, że pomaga mu lisek (magiczny pomocnik zwierzęcy w taksonomii W. Proppa) a właściwie zbuntowany diabeł Teozjusz. ?Diabła diabłem wyganiaj", jak pisał L. Kołakowski - ta zasada tworzy pomysł, anegdotę, zręcznie, lekko i z przymrużeniem oka podana czy­telnikowi. Podobną tonację znalazłem w opowiadaniu A. Sapkowskiego - Na końcu świata. Bardzo mi do gustu przypadła!
Po trzecie - w najobszerniejszej opowieści ?Potrójne uderzenie" materia narracyjna wielce skomplikowana, integrująca wiele wcześniejszych pomysłów (cywilizacje Innych, walki galaktycznych ras, zwycięski Wojownik etc. etc.) została tu poddana dodatkowej motywacji. Znajduję tu bowiem odwieczny, archetypiczny porządek walki Ojca i Syna oraz mądrość Matki, która do mediacji doprowadza. Oczywiście gotów jestem te swoje spostrzeżenie dokładniej argumentować, ale sądzę, że nie ma miejsca i czasu, aby to czynić w tej notce.
Podkreślam wszakże, że oto dostajemy do czytania nową i własną propozycję literacką. Cudowną i fantastyczną.

Marek Łukaszewicz, Nieprzeniknione pragnienie. Wydawnictwo Astra. Łódź 2009.

 dr Henryk Pustkowski