Istnieje od 13 lutego 1945 roku


90-508 Łódź, ul. Gdańska 100/102
tel.: +48 (42) 636 68 35
NIP: 727-278-76-21 
 Nr. R-ku: 18 2490 0005 0000 4500 4350 8143


spis treści
Czerwona latarnia

   Proszę się nie obawiać. Nie będziemy pisać o żadnych nieobyczajnych sytuacjach, jakie są z czerwoną latarnią kojarzone (dzielnice ?czerwonych latarni?, ?dom z czerwoną latarnią?). Nie takie figle nam w głowie. Zresztą w polskiej sytuacji tzw. Agencje towarzyskie nawet zapomniały o tym symbolicznym przesłaniu czerwieni, zaś zmarzniętym tirówkom bardziej przydałyby się koksowniki (niektórzy Czytelnicy pamiętają je ze stanu wojennego) niż jakieś kulturowe ozdobniki (jeśliby któraś z frakcji politycznych zechciała je nimi oznaczyć).
Myślę tu o wyrażeniu ?czerwona latarnia?, które jest oczywiście przenośnią, ale ma też wszelkie cechy wyrażenia ? wskaźnika odsyłającego do utrwalonej i rozpoznawalnej sytuacji ludzkiej. To powiedzenie przeszło jakby na powrót do języka ze sportu, dokładniej ? sportowego slangu, sportowych sprawozdań. A słyszeliśmy je często, kiedy jeszcze fascynował nas Wyścig Pokoju relacjonowany przez radio (młodsi czytelnicy mi nie uwierzą, ale kiedyś nie było telewizji!) i kiedy już nacieszyliśmy się zwycięstwem Polaków, albo popłakaliśmy się z powodu zwycięstwa pobratymców, to jeszcze czekała nas miła niespodzianka o wyraźnie karnawałowo - teatralnym charakterze: przyjazd ostatniego zawodnika (najczęściej był on przedstawicielem tzw. Trzeciego Świata) po dwu lub trzech godzinach oczekiwania od momentu, kiedy peleton przejechał linię mety. Mogło tak być i innej dyscyplinie sportu ? pamiętamy którąś tam Olimpiadę, gdzie w sportach pływackich startował Nigeryjczyk, który przyniósł chlubę swemu krajowi, a sobie niewątpliwą korzyść, ponieważ basen przepłynął i mimo kilku zachłyśnięć przecież się nie utopił.
?Czerwona latarnia? zatem oznacza w porządku społecznym, kulturowym, zawodowym ostatnie miejsce. W tych wydarzeniach sportowych było ono spektakularne, wywoływało życzliwą wesołość i ten ostatni zawodnik był równie fetowany jak zmieniający się zwycięzcy (on przynajmniej miał ustalone, niezmienne miejsce). Ale kiedy ?przełożymy ? to na nasze życie? Przecież nasza życiowa narracja ma zazwyczaj taki scenariusz: Na studiach jesteśmy dostrzegani i lubiani. Uważają nas za zdolnego młodego człowieka. Piszemy interesującą pracę magisterską. Zostajemy asystentem. Trochę marudzimy z doktoratem, ale w końcu zdobywamy się na ?spięcie? i wychodzi całkiem zgrabny ( a nawet niegłupi) elaboracik. Trochę nad nim siedzimy, wydajemy książką, o której się życzliwie pisze. Mamy te swoje pięć minut w życiu. Zakładamy rodzinę. Kochamy żonę. Cieszymy się z narodzin syna. Może nawet zasadzimy jabłoń, ale już nie zbudujemy domu, bo walczymy o przeżycie od 1 do 15 każdego miesiąca. Walczymy o nadgodziny, szczęśliwie udaje nam się zatrudnić w drugiej uczelni. Cały czas poświęcamy na dydaktykę (zakładam, że jesteśmy jednak tzw. porządnymi, odpowiedzialnymi ludźmi). W tym czasie zmienia się moda naukowa. Wasze wcześniejsze odkrycia okazują się staroświeckie, przeganiają was byli studenci a teraz koledzy doktoranci). Coś tam jeszcze robicie, jeszcze się nie poddajecie, pocieszacie się mitem Twórczych Starych Mężczyzn, którzy najlepsze swoje dzieła tworzyli w granicach osiemdziesiątki. Ale już was nie cytują,nie zapraszają na zjazdy i konferencje naukowe, wypadacie z ?pola morfogenetycznego? ( a co to jest, może napiszę w następnym felietonie). Trzyma się was (mimo upokarzających zeznań przed komisjami rotacyjnymi), bo jednak wykonujecie najczarniejszą, najcięższą robotę dydaktyczną. A może dlatego, że wprowadzacie do Zespołu porządek, chronicie go przed entropią: wiadomo bowiem, że mimo płynnej hierarchii wewnętrznej wy jesteście niepodważalną ?czerwoną latarnią?- poza wami już tylko ciemność.
Najpierw powtarzacie dumne słowa T.S. Eliota:?Po cóż ma stary orzeł rozpościerać skrzydła????. Potem rozmawiacie ze starym psem. Czasu macie dużo, bo litościwie pozwolono Wam odejść na wcześniejszą emeryturę, zaś drugi pracodawca znalazł na Wasze miejsce kogoś młodszego i ?dynamiczniejszego?. Pies jest coraz słabszy. I teraz już tylko zastanawiacie się, którego z was pierwszego zabierze litościwa śmierć. Cóż ?o jedną czerwoną latarnię mniej.