Istnieje od 13 lutego 1945 roku


90-508 Łódź, ul. Gdańska 100/102
tel.: +48 (42) 636 68 35
NIP: 727-278-76-21 
 Nr. R-ku: 18 2490 0005 0000 4500 4350 8143


spis treści
Jacek Kotlicki, Wybór sonetów, Łódź 2001
 

   Słowo jako farmakoon

   Wszyscy znają, jak mniemam, ?Dżumę? A. Camusa, a  sądzić tak mogę dlatego, ponieważ  książka ta należy do kanonu lektur szkolnych. Pamiętają zatem, że obok pierwszoplanowych postaci pojawia się tam  skromny urzędnik Józef Grand. Celem jego życia jest nie monotonna, nużąca praca biurowa, ale ?niedzielne pisanie?. ?Pisanie? - to za wiele powiedziano. Nasz bohater tworzy bowiem jedno tylko zdanie o pięknej kobiecie, która wybiera się na przejażdżkę na rączej bułance. Konstruuje on niezliczone wersje tego  tekstu - zdania mając nadzieję, że w końcu znajdzie idealną formułę powiadomienia - epifanii, które zarazem jest celem, sensem i uwieńczeniem jego życia. 
Wielce to sympatyczna postać, choć nie bez pewnej ironii  Camus  to cyzelowanie banalnej (tak się wydaje)  informacji  przedstawia. W końcu J. Grand znajdzie się w środku szalejącej dżumy i przejmie rolę zapisywacza jej ofiar - będzie prowadził rejestr zgonów. Ale czy w tej parabolicznej powieści sama działalność literacka naszego urzędnika nie jest dodatkową jeszcze parabolą? Zawarto w niej bowiem piękną utopię Słowa, które uzdrawia, które jest lekarstwem (farmakoon), słowa, które  stanowi o godności ludzkiej osoby. 
   Myślę o Józefie Grandzie, kiedy spotykam się z twórczością poświęconą jednej obsesji (jednemu zdaniu), której zaprzedaje się duszę i życie. Na ogół taką wiarę w słowo prezentują twórcy, których nie zepsuła jeszcze filologia czy profesjonalne środowisko literackie. Tzw. twórca profesjonalny musi być obdarzony pewną porcją dystansu wobec własnych zamierzeń, musi się poddać rytmowi naszych czasów, pędzić do przodu, zapomnieć o klasycystycznej zasadzie ?cyzelowania? - ponawiania tekstu.
Znam  takiego uroczego człowieka, znakomitego neurologa, akademickiego wykładowcę, który tę swoją lekarską duszę zaprzedał sonetowi. Nie chodzi mi tylko o to, że pisze sonety, bo przecież takich poetów jest legion, ale o zabiegi metapoetyckie, które zasadzają się na tym, iżby strukturę sonetu poddać kompletnej analizie. Po pierwsze - zastanowić się nad jego (sc. Sonetu) wersyfikacyjną pojemnością. Znamy z literatury polskiej sonety jedenasto i trzynastozgłoskowe. A dlaczego nie stworzyć sonetów jedno - dwu - trzy - etc. zgłoskowych. Naszemu poecie się to udało. I jeszcze - konstrukcja sonetu jest tak kunsztowna i trudna, ponieważ wyznaczał ją układ rymów. A może  się pokusić o eksperyment ?wyzbywania się rymu? i doprowadzić w efekcie do ?sonetu białego?? Naszemu poecie i to się udaje. 
   Idzie on wszakże dalej. Poddaje sonetową materię tekstu różnym transformacjom  konsekwentnie (bo takie próby już były czynione) wprowadzając dodatkowe znakowe zapośredniczenia. Tworzy sonety w ?kolorach tęczy?. Sonet nie przywołuje (nazywa) kolorów, on sam jest ?zielony?, ?fioletowy?, ?biały?. I dalej jeszcze sonet - tekst jest także Księgą świata, w której zapisane są szyfry życia naszego Autora. Zdumiewająca to władność i godna szacunku wiara w słowo. Zdarza mi się na zajęciach z poetyki korzystać z doświadczeń naszego Poety i wiem nadto, że z powodzeniem mógłby mnie -filologa on - lekarz na  tych zajęciach zastąpić. 

Honorując jego wiarę w poezję i warsztatowy kunszt przywołam poniżej jeden z jego sonetów:


Wielki Kanion

Poprzez wielki kanion wczorajszego dnia
Kursują pociągi dalekobieżne.
Nie ma przystanków czasu - na żądanie
Tkwiących przy kartofliskach wyobraźni.

Są tylko stacje dokonanych zdarzeń
Stojące na torach czasoprzestrzeni,
Za nimi blaskiem gwiazd przeszłość się mieni
Kołysana hamakiem naszych wrażeń

Okryta czynów spiżową zielenią.
Pośród warstw dźwięków mijających godzin
-Będzie chciał kiedyś dotrzeć do kanionu

Zaplątany w czasie twój samotny cień,
Dręczony marą nadziei, płomieni.
I dotrze .. spóźniony o jutrzejszy dzień


Jacek Kotlicki, Wybór sonetów, Łódź 2001.




 Henryk Pustkowski