Istnieje od 13 lutego 1945 roku


90-508 Łódź, ul. Gdańska 100/102
tel.: +48 (42) 636 68 35
NIP: 727-278-76-21 
 Nr. R-ku: 18 2490 0005 0000 4500 4350 8143


spis treści
Po walentynkach
 
Po Walentynkach

Kiedy Mili Czytelnicy będą czytali ten felietonik, po Walentynkach pozostanie jedynie miłe wspomnienie. Również i dla mnie.
Na starość stałem się sentymentalny. Kupiłem małżonce bukiecik kwiatów i duże walentynkowe piernikowe serce. Ale i moja magnifika mnie zaskoczyła. Ta praktyczna i dowcipna kobieta połączyła walentynki z chińskim rokiem Kozy [w którym czerwona bielizna zapewnia wszelaką pomyślność] i obdarzyła mnie pięknymi bokserkami w czerwone serduszka i czerwone chmurki, na których siedzą figlarne diabełki. To prezent zupełnie bezinteresowny, bo moja żona wie, że nie mam żadnej okazji, aby je komukolwiek pokazać. Siedzę w tych bokserkach i wystukuję niniejszy felietonik.
Za czasów mej młodości nie było walentynek, kochaliśmy się bez nich a nawet obdarowywaliśmy się na miarę naszych skromnych możliwości. Nie dzielę z dostojnymi starcami krytyki współczesności, nie mówię ?drzewiej inaczej bywało?. Jestem pewien, że miłość, a szczególnie to ?pierwsze kochanie?, jest uniwersalna. Sądzę nawet, że strażnikami tej miłości są nie tylko cnotliwe młode dziewczyny ale także wrażliwi młodzieńcy.
Pamiętam (jak dawno to było), że byłem śmiertelnie zakochany w mojej koleżance z licealnej klasy IIb. Miała na imię Bożena. Oczywiście piękna Bożena nic o moich uczuciach nie wiedziała, chodziłem wokół niej z miną Smętnego Rycerza i tylko wzdychałem wymownie. Ale nie mogłem już wytrzymać i w sposób niekonwencjonalny postanowiłem jej objawić moje uczucia. Bożena dojeżdżała do szkoły pociągiem z niedalekich Rudnik. Wybrałem się wcześniej na pola przed torami kolejowymi. Śnieg był śnieżnobiały i puszysty. Na tym śniegu zrobiłem najpierw orła (starsi Czytelnicy wiedzą, jak się to robi) a potem przykładając swoje chude ciało do śniegu wytłoczyłem napis ?Kocham Bożenę?. Pociąg przejeżdżał. Stanąłem na baczność i salutowałem przemykające wagony. Pech sprawił, że moja miła siedziała po drugiej stronie i mojego wyczynu nie zauważyła. Dopiero, kiedy byliśmy na studiach odważyłem się o mej miłości powiedzieć Bożenie. Popatrzyła na mnie smutno swymi przepastnymi brązowymi oczyma i rzekła: ?Jaka szkoda, że nie wiedziałam, tak Cię przecież lubię?. No cóż, całe życie składa się z takich straconych okazji.


 puhen