Istnieje od 13 lutego 1945 roku


90-508 Łódź, ul. Gdańska 100/102
tel.: +48 (42) 636 68 35
NIP: 727-278-76-21 
 Nr. R-ku: 18 2490 0005 0000 4500 4350 8143


spis treści
Jerzy Jarmołowski



Wspomnienie ( 1940 ? 2002 )


  Jerzy Jarmołowski urodził się 14 marca 1940 roku w Wilnie.  Mieszkał i pracował w Łodzi.
  Zadebiutował w 1960 roku. Wydał następujące zbiory wierszy; ?O dziewczynach żołnierzy? ? 1964, ?Lato rdzawe? ? 1965, ?W którą tobie stronę? ? 1969, ?Zielnie i weselnie? ? 1970, ?Może ja kocham wszystko co garbate? ? 1972, ?Kto kogo kiedy dlaczego okraczył? ? 1977, ?Któraś od róży jest i kończyny? ? 1982 oraz ?O zachowaniu się pod stołem? ? 1989r.
  Bawił się słowem dosłownie i w przenośni. Jego motto; ?bawimy się i wiemy, że się bawimy?. Lubił śmiech i drwinę, ironię i postawę błazna w swej twórczości.
  Na co dzień był skrupulatny. Wszystko u niego miało porządek, swój czas i miejsce. Nowe książki, które kupił cierpliwie czekały ułożone do przeczytania na drewnianej ławie pod oknem w jego ludycznie, barwnie i ze smakiem urządzonym pokoju.
  Jurek znał poezję tę od róży i tę od koniczyny. Bliższa była mu ta od koniczyny, gdzie eksponowane były plebejskie zachowania. Jego słowa i myśli były zawsze zrozumiałe. Kochał muzykę poważną. Miał bogaty zbiór płyt. Posiadał wyjątkową zdolność słuchania. Czasami słuchaliśmy jego kolekcji razem. 
  Wprowadził na nowo do języka poezji zapomniane nazwy literackie takie jak ronda, triolety i sonety. Pisał je jako sobie chamskie, garbate, biesiadne czy wreszcie człekoprzyjazne.    
  Był dobrym człowiekiem. Wręczanie prezentów sprawiało mu przyjemność. Były to na ogół książki, płyty. Obdarowywał swych bliskich i cieszył się ich radością.
  Pamiętam jego wspaniałą balladę o psach z ulicy Franciszkańskiej (Odgłosy 12 marca 1978 ).
  Zbyt mało tu miejsca by móc pisać o jego literackich perełkach.
  Kochał ludzi, zwłaszcza dzieci. Napisał piękny cykl wierszy poświęcony dzieciom pt.?Dedykacje dzieciom? ? Sonet Justynce Mikołajewskiej z racji pojawienia się na świecie owym, Saruni Hynasównie rondo na nowiu księżyca, Reni Skibińskiej Pannie na Dąbrowie na podłodze posród ksiąg baraszkującej, rozmówka z Błażejem Biskupskim o sztuce bo z tatusiem ciężko ( Literatura ? 2 czerwca 1977r. )   
  Każdy jego ukazujący się tomik poetycki był powiewem świeżości w literaturze. Była i jest jego poezja pełna humoru, czasem rubaszna, melodyjna, lekka w zapisie. Ale także jest ona pełna zadumy i refleksji nad życiem, w którym bierzemy udział.
  Jurek był swojego rodzaju skrzynką kontaktową. Przychodzili do niego wszyscy. No prawie wszyscy. Najbardziej młodzi adepci pióra. Pracując w Łódzkim Domu Kultury (  takiego pamiętam od zawsze ) prowadził tam  Ośrodek Sztuki i Kultury Młodych.
  Redagował Bibliotekę debiutów Wydawnictwa Łódzkiego.
Co roku organizował Turniej Jednego Wiersza o Puchar Wina, w którym kiedyś było prawdziwe wino, a laureat musiał na oczach wszystkich opróżnić jego zawartość mlaskając przy tym ze smakiem. Takie były wtedy nie pisane zasady dla młodych laureatów. 
Ubaw był, że ho, ho .....  
  Prowadził też przemiły cykl; spotkania z młodą poezją. Organizował spotkania ? wieczory poezji, którego dowodem rzeczowym lub też swoistym zaproszeniem na ów wieczór był arkusik składany z kartki formatu A-4, w którym znajdowała się twórczość, zdjęcie, notka biograficzna oraz termin i miejsce spotkania z autorem.  
  Lubił ludyczność, zabawę, jarmarki. Czasem chodziliśmy po bazarach lub giełdach staroci.  
  Chętnie czytał głośno liryczne i pełne muzyki wiersze Leśmiana. Nasze spotkania były rubaszne, wypełnione dowcipem ? czasem ostrym. Ale były także nacechowane ironiczną refleksją nad zachodzącymi zdarzeniami w kraju. Naszą egzystencją Jurek martwił się gdy widział przedstawienia jakie odbywały się w największym teatrze naszego kraju ? sejmie. 
  Muzyka w życiu Jurka odgrywała ogromną rolę. Była wszędzie. 
Za życia był mistrzem słowa i księciem poetów.       
   Opiekował się młodymi poetami w Ośrodku Sztuki i Kultury Młodych przy ŁDK. Drukował arkusze poetyckie na spotkania autorskie. Redagował bibliotekę Debiutów Poetyckich w Wydawnictwie Łódzkim.     Był ogromnie ciepłym i serdecznym człowiekiem, ale nie wylewnym czy kokieteryjnym. Cenił wszystko, co piękne, szczere i prawdziwe. Nie znosił zakłamania i fałszu.Stwarzał zabawne i anegdotyczne sytuacje.  
Oto jedna z nich. 10 lipca 1986 roku, po jakimś konkursie literackim, otrzymałem kartę pocztową następującej treści:
"Za rozpijanie Andrzeja Cezarego wypowiada się Waści znajomość, ostrzegawczo na okres jednego miesiąca. W tym czasie Oczy Nasze nie życzą sobie Waści widzieć, a Uszy słyszeć". W podpisie "Jarmoł", a w p.s. "Do wiadomości - zniewolony Andrzej Cezary".     
   Obdarowywał ludzi prezentami i patrzył na ich uradowane twarze.  
Kochał dzieci. Kiedy dowiedział się, że nasza Kasia uczy się w szkole muzycznej, przyniósł jej małą encyklopedię muzyki. Jest w naszym domu zdjęcie, na którym tańczy trzymając maleńką Kasię na rękach i uśmiechając się do niej.  

Jurek tańczy z moją córką Kasią

   Wiele miłych i serdecznych chwil przeżyłem z Jurkiem dowcipkując, bawiąc się i biesiadując lub czasem łażąc od knajpy do knajpy. Często towarzyszyli nam Cezary Sawczenko i Grzegorz Kościński. Gdy na rauszu trafialiśmy wreszcie do naszego domu, czytaliśmy głośno wiersze. Jurek Leśmiana, ja Tuwima, a Grzegorz - Słowackiego. Ten czasami płakał przy głośnym czytaniu. 
W ciepłe wieczory Jurek przyjeżdżał do nas na ulicę Gołębią. Wychodziliśmy obaj nad staw przy Przędzalnianej i siedząc na brzegu moczyliśmy nogi.
Było to może śmieszne i głupie, ale podobało mi się,To był pomysł Jurka. Któregoś dnia powiedział: "Nigdy z nikim tego nie robiłem i nigdy z nikim innym tego nie zrobię. To jest nasze. Proszę, nie rób tego z nikim".   
   Mało kto wie, że Jurek lubił przy śniadaniu słuchać Vivaldiego, przy obiedzie Mozarta, a przy kolacji Bacha lub Beethovena. Bywało i tak, że siedząc u Jurka w mieszkaniu razem słuchaliśmy muzyki z jego wspaniałej kolekcji. To on pierwszy podarował mi płytę z muzyką Bacha.
Nigdy przedtem nie interesowałem się muzyką poważną. Kiedy odsłuchałem ją w domu, zapragnąłem mieć taki sprzęt jak jego. I takie kolumny. Nawet nie wiem, kiedy zacząłem go w pewnych sprawach naśladować. Potem to już było tak: - To znasz? - Nie. - A to słyszałeś? - Nie. - No to posłuchaj.    
Siedzieliśmy w jego zaczarowanym, pełnym muzyki, kolorowych obrazów i literatury pokoju. Słuchaliśmy, słuchaliśmy, słuchaliśmy. Był starszy ode mnie o dziesięć lat. I w wielu dziedzinach wiedział o wiele więcej ode mnie.
Podarował mi dwa albumy z malarstwem Pietera Breughela i rzekł z ironicznym uśmiechem: - Obejrzyj, a potem powiedz, co widziałeś.
Kiedy w połowie stycznia 2002 roku przyniosłem zrobione w grudniu 2001r. zdjęcia, nie sądziłem, że widzimy się już ostatni raz. Na pożegnanie złożyliśmy sobie życzenia szczęśliwego Nowego Roku i ucałowaliśmy się.
Mówiłem mu, że Zbyszek Dominiak jest ciężko chory. Odpowiedział krótko:
- Tak, wiem, słyszałem o nim. Ja też coś licho się czuję... Nie wiem co mi jest... 
   Zmarł 28 marca 2002 roku. Został pochowany na cmentarzu na Dołach. Miał 62 lata.



Ostatnie nasze spotkanie u Jurka w domu


Kazimierz Arendt

Dodatek

Kazimierz Arendt zamieścił wzruszające wspomnienie o Jurku Jarmołowskim. Niech  atmosfera nostalgii i żalu patronuje w tym miejscu Wypominek. Dodam jedynie kilka zdjęć z dawnych, dobrych (bowiem bardzo twórczych) czasów oraz szkic o poezji Jurka w latach osiemdziesiątych pisany.

 Henryk Pustkowski




POETA W ŚWIECIE KALEKIM .JERZY JARMOŁOWSKI

Czyż najbardziej interesujące, frapujące po dzień dzisiejsze utwory literatury polskiej nie wyrosły z kalekiego świata?
Ze świata, nad którym można się pokornie pochylić, zadziwić jego nieskończonością i niedokończonością i który może stanowić sprawdzalną, niezawodną ziemię rozpoznania  i dla pisarza i dla odbiorcy. Piszę,,,może stanowić", gdyż ta rozpoznawana powszedniość, codzienność poetyckiego świata i dziś jeszcze jest świadomą prowokacją twórczą, zmuszającą czytelników do rewizji norm lektury, estetycznej wrażliwości, aprobaty wartości ?niskich", plebejskich, pomijanych do tej pory. Ta walka o demokratyzację wyobraźni nieobca była romantyzmowi (nobilitacja ?pieśni gminnej"), nurtom poetyckim dwudziestolecia (?szary człowiek" Skamandra, prymitywizacja i zarazem egzotyzacja futurystów), czasom nam najbliższym (Białoszewski-ze swoim reizmem i mizerabilizmem). Z kalekiego świata budował niepowtarzalną metafizykę twórczą Leśmian w poezji, zaś Schulz w prozie. We wzajemnych zmaganiach norm kultury ?wysokiej" oraz wszędobylskiej, plebejskiej, aktywnej ?niskości" widzi wielki teoretyk kultury M. Bachtin najbardziej twórczy mechanizm rozwoju kultur europejskich.  
O tych faktach należy pamiętać przy lekturze kolejnych tomików J. Jarmołowskiego. Zbiegają się w jego wierszach trendy charakteryzujące polską lirykę współczesną (kulturowe ?szmaciarstwo", jak to nazywa J. Łukasiewicz) oraz wartości zakorzenione w tradycji literackiej sięgającej w plebejski nurt literatury staropolskiej. Wydaje się. jednak, że najistotniejszym problemem liryki Jarmołowskiego jest specyficzna gra wartości ?niskich" oraz ?wysokich", oparta o zasadę rozmijania się tekstury i struktury poszczególnych wierszy.
Ta dwudzielność: wyższość i niższość literacka, tworzy swoistą dystrybucję form poezji ?od róży" i ?od koniczyny", jak nazwał swój  tomik poeta. Między ?różą" i ?koniczyną" istnieje polaryzacja, niemniej jednak można różany temat oddać w formie kantyczkowej, zaś koniczynę wpleść w kunsztowny triolet. Krytyka literacka ? w sposób wielce subtelny ? analizuje sytuację adekwatności treści i formy (planu treści i planu wyrażenia, tekstury i struktury), bowiem taka koherentna całość daje możliwość interpretacji funkcjonalnej, obejmującej wszystkie warstwy utworu. W kreacyjnym świecie Leśmiana, samowolnym, stworzonym ad hoc, dostrzegł Sandauer współbieżność z wartościami samego tworzywa: ?znikomością", samowolnością i pewną bylejakością neologizmów poety. To samo zjawisko jest jeszcze wyraźniejsze w twórczości 
M. Białoszewskiego. Prywatne mity poety, niewydarzone anegdoty, świat z szumami informacyjnymi są paralelne do walorów językowych tej poezji: bylejakości metaforyki, bublowatości słów, abulicznej atmosfery wiersza, gdzie żaden z pomysłów (z pozoru) nie jest doprowadzony do końca. Jarmołowski obrał drogę przewrotniejszą. Ową zbieżność treści  i planu wyrażenia odnajdziemy w pierwszych jego tomikach,  w następnych zbiorach będzie się starał swój ?kaleki" świat  nobilitować poprzez dopisanie mu wysokiego literackiego rodowodu (najczęściej poprzez użycie nobliwych form gatunkowych). Zresztą i ta ułomność świata znajduje różną motywację w poszczególnych tomach. Powiedzmy od razu: motywacja ta ulega transformacjom ? od realnej ku metaforycznej lub  magicznej. Ułomność, ?garbatość" świata w poezji Jarmołowskiego ewokowana jest w tytułach dwu jego tomów: Może ja  kocham wszystko co garbate (WŁ 1972) oraz Kto kogo kiedy dlaczego okraczył (WŁ 1977). Dziwaczny tytuł tłumaczy się wyraźniej, jeśli przypomnimy powszechne wierzenie ludowe, iż przekroczenie  (okraczenie) dziecka może spowodować jego kalectwo (garb). Kalekość świata wyrastałaby zatem z jakiejś nieuwagi lub okrutnego żartu Niemniej jednak w trzech pierwszych tomikach (O dziewczynach żołnierzy, WŁ 1964, Lato rdzawe, LSW 1965, W którą tobie stroną, WŁ 1969) skrzywiony świat należałoby ujmować w kategoriach doświadczeń pokoleniowych. Wyczulenie na niezborność świata, jego postępującą dezintegrację, krzywdę jednostki, którą mielą żarna Historii, nieobce jest wczesnej twórczości Jarmołowskiego. Odpowiednio w planie wyrażenia operuje Jarmołowski obrazowym skrótem, ascetyczną metaforyką, zapisem zdarzenia. (Zapisy wprowadzają zresztą wyraźną kategorię gatunkową). Okrucieństwo świata dopełniane jest antysentymentalną ripostą poety i często tę postawę przenosi on na sytuacje prywatne:
w nocy starzy chrapali 
gipsu im nalać albo stearyny

Często też włączona jest w wypowiedź poety pamięć Historii:
urodzony w roku czterdziestym 
sypiam z pewną podniszczoną kobietą 
stąd niosę wam w zębach \
skórę z epoki pieców

Stopniowo poeta dochodzi do ?estetyzacji" świata. Pierwszym sygnałem tego zjawiska jest próba określenia w słowie poetyckim twórczości plastycznej. Rozmiłowany w świątkowym, trochę groteskowym świecie obrazów i grafik W. Kondka, tworzy Jarmołowski swoje kantyczkowo-balladowe odpowiedniki tych wartości plastycznych. Można w tym przypadku mówić o znacznej adekwatności  tematu oraz poetyckiego faktu. Później, operując ludycznymi (triolet) lub ?wysokimi" (sonet) gatunkami poetyckimi, przetwarza Jarmołowski incydentalny,
prywatny fakt w wypowiedź o ambicjach  uniwersalizujących. Świadomie miesza anegdotę poetycką o posmaku groteski z warsztatowym zadaniem oddania jej w najkunsztowniejszych
formach poetyckich. Charakterystyczne" jest też dla dwu ostatnich tomów łódzkiego poety uwyraźnienie ?ja" mówiącego, związanie go z sytuacjami życiowymi poety.
Powstaje nowa poezja okolicznościowa (poetyckie dedykacje dla dzieci przyjaciół), ?tematem" staje się życie poety ? ?Jarmoła", jak siebie żartobliwie określa. Teoretykowi literatury dostarcza interesującego materiału genologiczna twórczość poety. Poszerza on znacznie gatunkowe instrumentarium polskiej poezji współczesnej. Nie dziwi wprowadzenie sonetu, bowiem gatunek ten zrobił swoistą karierę w poezji lat sześćdziesiątych (Grochowiak, Bryll, Czachorowski, Rymkiewicz, Drozdowski), ale Jarmołowski tworzy jego odmiany : sonety sobiechamskie i biesiadne. Operuje gatunkami zwyczajowo zaliczanymi do zabawowych, abecedariuszem (Zielnie i weselnie), trioletem (Kto kogo... okraczył), rondem (Któraś od róży jest i koniczyny). Inwencja językowa Jarmołowskiego jest tu zdumiewająca. Jeśli można go porównać z którymś ze współczesnych poetów polskich, to w tym ?lingwistycznym" tonie najbliższy byłby mu Czachorowski, ale pogłosy literackiej tradycji otwierają perspektywę o wiele głębszą: futuryzm polski i rosyjski (Chlebnikow), Leśmian, Zegadłowicz, mirohładowy nurt poezji itp. Przytoczmy jeden z wierszy z poetyckiego abecedariusza:
Cycko-cacko
             Ciosanaś cieliczka     
             cackana całuszka 
             cieśli córaś i czereśni
             czerstwy cap cię cicho
             na ciągoty ciągnie 
             co jemu do tego 
             kiedy ja już z tego
             cycko-cacko strugam
             ciachnę capa cepem       
             w cerowane ciemię
            człapie ćwok po czyśccu
            i cuchnie cebulą
Doszliśmy zatem do konstatacji ?etykietyzu3ącej : Twórczość Jarmołowskiego plasowałaby się w rejonach zabawy poetyckiej, jej stylistyczny ton dałby się określić jako "lingwistyczno-ludyczny". Ucieka zatem Jarmołowski w śmiech. Ale - jak pisze Grochowiak ? śmiech to oręż.    . 
  
 Henryk Pustkowski