Istnieje od 13 lutego 1945 roku


90-508 Łódź, ul. Gdańska 100/102
tel.: +48 (42) 636 68 35
NIP: 727-278-76-21 
 Nr. R-ku: 18 2490 0005 0000 4500 4350 8143


spis treści
Zbigniew Kosiński




   Zbyszek był pierwszym poetą, z którym piłem wódkę. Oczywiście nie był to mój debiut, ale jakieś tam wcześniejsze próby wykwintnego smakowania z musztardówki czy picia z gwinta przestały się liczyć. Było to chyba z okazji moich początków recenzenckich. Nie dociekam dziś, czy to w Kronice, czy w Osnowie drukowano moją dość rzetelną ocenę tzw. szkatułki poetyckiej. Wśród ośmiu tomików znalazł się tam debiutancki tom Zbyszka ? Port egzotyczny. Zafrapowała mnie i urzekła ta poezja i nie kryłem swego wobec niej  podziwu. Zbyszek    wypatrzył mnie w Empiku, gdzie wpadałem na kawę i prasę  i jakoś tak się stało, że ocknęliśmy się w Klubie Plastyka. Miejsce to spełniało wszelkie zasady decorum  (stosowności), bowiem Zbigniew Kosiński był wówczas asystentem w PWSP oraz interesującym malarzem. Był przypisany do pracowni Stefana Wegnera ? ucznia i współpracownika Władysława Strzemińskiego -  a przeto był naturalnym sukcesorem malarskich koncepcji unizmu. Z tej przyczyny spotkania nasze były bardzo twórcze. Nie wymądrzałem się a słuchałem Zbyszka i za jego sprawą poznałem  ?Kompozycję przestrzeni? , wszedłem też ? jak to się mówi-  w środowisko plastyczne a nawet teatralne. To zaś za sprawą Jerzego   Grzegorzewskiego, z którym Zbyszek  wcześniej ?wystawił?  Pana Piórko adaptując urokliwe miniaturki Henri Michaux dla potrzeb teatralnej sceny Szkoły Plastycznej. Były to piękne lata frenetycznego uniesienia polskiej kultury. Były to lata mojej młodości, nadziei, miłości, pragnień egzystencjalnych. Dzisiaj płaczę nad tą młodością sentymentalnie, zapominając, że sentymentalny jest przede wszystkim diabeł. Zbyszek był twórcą niezwykłym. Na trzydzieści lat wyprzedził modne potem  postmoderne  koncepty tekstów ekscentrycznych. Budował swoje centony poetyckie z niezmierną inwencją, ale też z literackim smakiem. Był niepowtarzalny, był ?sobą sobie?. Ta inność, ksobność poetyki Zbyszka usprawiedliwia mój pomysł, żeby tę twórczość przypomnieć poprzez przywołanie dawnego mego szkicu będącego próbą określenia poetyki autora Starszego o głowę. Myślę, że będzie to z pożytkiem dla ?odpoznawania? dawnych stron łódzkiej twórczości literackiej.

   Zbigniew Kosiński (ur. 13 kwietnia 1926 roku r. we wsi Umień ? zmarł  23 listopada 1991  r. w Łodzi.)  Ukończył Wyższą Szkołę Sztuk Plastycznych w Łodzi. W okresie okupacji był członkiem Armii Krajowej.Debiutował jako poeta w 1957 r. na łamach czasopisma "Po prostu?
Tomiki poezji
Port egzotyczny (1957) , Mój anioł lewy (1961),  Starszy o głowę ( 1968),  Wzroki (1975), Pleonazm (1985).


OD PROSTYCH STWIERDZEŃ DO TRAKTATU (ZBIGNIEW KOSIŃSKI)

   Twórczość Z. Kosińskiego jest doskonałym przykładem by­towania poza etykietką. Nic w tym zdrożnego, co więcej rzec można, że jest to najnaturalniejsza sytuacja twórcy ? niepo­wtarzalnej, samoistnej osobowości, nie uwikłanej we współczes­ne targowisko próżności, w podziały, szkoły oraz grupy lite­rackie. Kosiński jakby ten status aprobuje, podkreślając w jed­nym z wierszy, że ?jest sobą sobie", niemniej jednak jest to poeta, który dramatycznie  poszukuje kontaktu z odbior­cą. Poezję swą buduje na wstępnym założeniu jakiejś demo­kratyzacji komunikacyjnej. ?Powiedzcie mi", ?Pytam się was" ? cytaty z wierszy są zarazem apelem do odbiorcy i zaprosze­niem do współtworzenia. Niezależnie od ewolucji poetyki, a jest ona znaczna ? od debiutanckiego ?Portu egzotycznego? po wy­dany ostatnio ?Pleonazm? ? ten międzyludzki dialog będzie charakterystyczną cechą poetyckiego światopoglądu Kosińskiego. Jednakże mimo podskórnej pokory w stosunku do czytelnika może być autor ?Pleonazmu? posądzony o dezynwolturę wobec powszechnych odbiorczych ?przyzwyczajeń". Jest to bowiem poezja wprowadzająca do obiegu literackiego wartości, które są zaaprobowane zawsze nieco później, w chwili gdy już staną się dominantami nurtów poetyckich ? opisywanych, analizo­wanych przez krytykę literacką, a często obwarowanych gru­powymi manifestami samych poetów.
Wyrastała ta poezja z postawy minimalistycznej i realistycz­nej zarazem, a dzieli tę cechę Kosiński z całym pokoleniem ?Współczesności". Deklaratywność i pięknosłowie poezji sche­matycznej znajdzie po roku 1956 ripostę w ?brzydocie" i kon­krecie liryki ówczesnych debiutantów. Kosiński wszakże nie zachłystuje się poetycką wolnością. Od początku jest powściąg­liwy, przekorny, trochę ironiczny. Na własnej skórze doznaw­szy absurdów tego okresu (nie tylko w sferze kulturowej, bo­wiem więziono go przez kilka lat za udział w AK i ?niewłaści­we przekonania filozoficzne"), doświadczenia swoje zawarł w kilku groteskach, transponujących jakby nadrealność mecha­nizmów politycznych i kulturowych lat pięćdziesiątych: ?Poza jakąkolwiek płeć i pojęcie, poza higienę działania. Kopiowano pejzaże naturalnej wielkości lub unicestwiano za pomocą wi­dzącego lub ślepca" . (Była to zresztą dobra szkoła stylu oraz umiejętności budowania nadrealnych wizji, okrutnych i jed­nocześnie humorystycznych, w tonie zbliżonych do poezji H. Michaux, acz ? podkreślmy to ? polskiego pochodzenia).
?Port egzotyczny? (WŁ 1957) był przede wszystkim próbą roz­poznania świata. Należało ów świat budować od początku, re­widować nie tylko obiegowe sądy, ale i wszelkie mity kultu­rowe (Cezanne, Platon), uciec w namacalny i oswojony świat rzeczy. Tendencja owa, która spełnienie swoje znajduje w twórczości Białoszewskiego, w poezji mniej znanego Kosiń­skiego nie została wyeksponowana w sposób, który by pozwolił krytyce ów reizm dostrzec także w twórczości łódzkiego poety. Nie przeoczyła jednak krytyka dwu następnych tomów (?Mój anioł lewy?, WŁ 1961, ?Starszy o głowę?, WŁ 1968). Podkreślano rewidującą postawę poety, jego doskonałą umiejętność tworze­nia krystalicznych metafor, walory kulturowe tej poezji (M. Głowiński).

Była szansa, iżby Kosińskiego ?wpisać" na listę obecności. Potwierdza poeta nawet w tytule tomiku ? cytacji ze Słowackiego (?Mój anioł lewy?) ? kulturową penetrację polskiego romantyzmu. Zresztą i w wierszach z następnych tomików znajdziemy pogłosy Norwidowskie. Właściwie jawi się po raz pierwszy ton traktatowy bądź to związany z nadbudowaną nad tekstami Norwida refleksją (?Przyszłość?), bądź też poza związ­kami z tradycją literacką, ale z charakterystycznym dla Kosiń­skiego humorem wprowadzający interesującą grę tekstów. Za­powiadają one stylistyczną dominantę tomów następnych (?Wzroki?, WŁ 1975, ?Pleonazm?, WŁ 1982). Oprócz tego ?trakta­towego" tonu poezja Kosińskiego zyskuje nowy rys: budowa­nie metatekstów polega już nie tyle na dopisywaniu traktatów na tematy kulturowe, ale na wytwarzaniu poezji z gotowych niejako prefabrykatów. Powstają jedyne w swoim rodzaju centony Kosińskiego. Ich ?rozwikłanie" wymaga od czytelnika sporej wiedzy literackiej. Dla przykładu taki centon:
W cytadeli kokosowej przy pomocy zaskoczenia lub zwyczajnie
trąbiaście całują się funkcjonariusze
W każdym z dwu chitynowych przedsionków przy
wyjściach i wejściach strachach i niedolach całują się wielcy
i mali
Na schodach biegnących w górę pod granitowe obeliski 
i na tych idących w dół do apteki 
za pomocą tej gruszki żołnierze miotają pocałunki
Dlatego całują się na chybi trafi przy powitaniu 
a przy pożegnaniu niejako bohatersko
z tomu ?Starszy o głowę? (1968), s. II

jest całkowicie zrozumiały dla odbiorcy, który ma w pamięci książki Maeterlincka (?Życie termitów?) oraz Themersona (?Wy­kład profesora Mma?). Szczególność poetyckich operacji Kosiń­skiego sprawia, że ani jeden z tomików nie pozwala na wpi­sanie ich autora w jakąś obiegową formułę poetycką. Poeta został sobą, ale bez znaku mnemotechnicznego dla odbiorców.
Obawiam się, że nowy tomik Kosińskiego  potwier­dzi raz jeszcze regułę naszego życia literackiego,iż nowe zja­wisko poetyckie nie zostanie rozpoznane do czasu, dopóki nie rozciągnie się na prokrustowym łożu etykietek. W tomie tym odnajdziemy wszystkie wartości poetyki Kosińskiego znane już z tomów poprzednich, ale w postaci stonowanej, stłumionej. Przede wszystkim uchwytny jest w nim traktatowy ton styli­styczny. Wielu utworom patronuje jakby pytanie zawarte w jednym z wierszy: ?Czyżby abstrakcja była właściwymi war­gami poznania?". Nie jest wszakże Kosiński bezwzględnym zwolennikiem abstrakcji. Dochodzi się bowiem za jej pomocą do podstawy zjawisk, odejmuje się im jednak ?barwę". Rodzi się zatem wtórne pytanie o jej zasadność w poezji. Tak to na poetycką arenę wprowadzony zostanie scholastyczny jeszcze spór ?nominalistów" i ?realistów".
Kosiński trochę się bawi swoimi możliwościami warsztato­wymi, ale zabawa to wcale ważna. Tematy jego traktatów mają swe stopnie ważkości. Raz będzie to próba określenia norm rządzących światem kultury oraz ich postępującą formalizacją (?Elegia na śmierć formy?), raz ? rozważania metapoetyckie (?Konieczność pisania wierszy o metodzie ich pisania?), innym razem ? rozważania o konwencjonalizacji pojęciowej struk­tury świata (?Z małej litery?), w końcu ?Kobieta? oraz ?Kształt teś­ciowej? przypominają wcześniejszego Kosińskiego z jego pod­skórną nutą humoru serwowanego ścichapęk. Właściwie i całą tę ?traktatowość" Kosińskiego można przyjmować z przysło­wiowym przymrużeniem oka. Sam poeta bądź to rozbija sylo-gistyczny tok wywodów lirycznymi wtrętami (?Elegia na śmierć formy?), bądź też w końcu wskazuje na nieprzydatność swego operacjonizmu pojęciowego w poskramianiu żywiołu rzeczy­wistości. Tytuł tomu: ?Pleonazm?, wskazuje na bezradność poe­tyckiej artykulacji. Nigdy nie daje ona odpowiedniego słowa rzeczom, jest tylko powtórzeniem, nikłym poblaskiem świata. Dlatego też dochodzi Kosiński w paru wierszach do postawy reistycznej, charakteryzującej jego pierwsze tomy. Konceptua­lizm, a nawet pewna oschłość jego zlogizowanej poetyki do­pełniana jest pochwałą konkretu. Zresztą sam poeta z wiersza pod tym tytułem (Konkret) czyni swoiste credo poetyckie. Po­zwolę sobie przytoczyć cały wiersz:
 Nie będę pisał o błękitnych obłokach białych 
O najsmutniejszych z wszystkich myśli
O przypływie morza i wichrach gwiżdżących o skały
O słodyczy, prostocie serca.
O niebiosach dziurawionych ćwierkaniem wróbli. 
A jeszcze są drzewa, które mróz ziębi.
Ale w pokoju moim znajdują się dwa krzesła
tapczan, dwa stoły, sześć obrazów na ścianach
I ten siódmy stający się. ,
Piszę wyraźnie, choć odczytujesz to z trudnością 
Znalazłem przecież Ciebie, 
Twoje usta jedzą chleb z masłem. 
Tego wieczoru oglądałeś śmierć konia w telewizji, 
szumi Ci po kielichu wódki.
Uratowałeś mnie. ,
Oto rzeczy, jakie są.
Odszukałem Cię, kierowco spychacza.
z tomu ?Pleonazm? (1982), s. 26
Dochodzi zatem Kosiński do punktu wyjścia: do reizmu. Nig­dy wszakże nie wkraczamy do tej samej rzeki poezji.  Reista, poeta kultury, konceptualista ? ileż można znaleźć etykietek dla poezji autora ?Pleonazmu?. Kosiński jednak woli być nie­powtarzalny. Pragnie zaskakiwać swoich wiernych czytelników coraz to nowymi konceptami poetyckimi. I czyni to świetnie.


Henryk Pustkowski