07 zgłoś się

Cała agencja stanęła na głowie. Wszyscy biegali, przepychali się, wpadali na siebie na korytarzach. Byle zdążyć na czas. Klepsydra w Jej rękach przesypywała powoli piasek. Na tyle powoli by było widać pojedyncze ziarenka. Jednak to nic nie dało. Czas się skończył. MI6 się spóźniło.

Trzej mężczyźni ubrani w czarne jak smoła garnitury, idealnie wyprasowane koszule i wypastowane buty w padli do gabinetu szefowej wywiadu:

– M…

– Tak wiem. Macie to o co prosiłam? – zapytała niska posiwiała kobieta, stojąca tyłem do umundurowanych chowając złotą klepsydrę do kieszeni

– Wszystko jest, brakło nam dwóch sekund. To wina…

– Nie tłumacz się 002, następnym razem po prostu zdążysz. No dobra, co tam macie?

– Fasola w sosie pomidorowym, grzyby, dwa plastry soczystego pomidora, krojone plastry white pudding, parówka wieprzowa z Manchesteru, plaster idealnie wysmażonego bekonu i jajko w koszulce.

– Dziękuję. Przynajmniej potraficie przygotować typowe brytyjskie śniadanie.

„M” przysiadła do konsumpcji jeszcze ciepłego śniadania. 002 nie wyszedł, nawet nie drgnął. Wraz z obstawą stali nieruchomo w oczekiwaniu na polecenia, lub na przekazanie informacji.

– Czemu jeszcze tu stoicie? – zapytała „M” podnosząc brwi tak wysoko, że wydawało się jakby nie miała czoła.

– Mamy problem z…

– Nim? – wcięła mu się w słowo.

– Owszem. Zniknął, a raczej przepadł.

– Mów do rzeczy, a nie bawisz się w jakieś półsłówka i niepotrzebne konfabulacje języka.

– Został postrzelony i spadł z pociągu prosto do wody w trakcie akcji.-mówił lekko drżącym głosem 002- Agentka Eve Moneypenny  podjęła decyzję o strzale w trudnej sytuacji, a ponoć dostała rozkaz wprost od Pani. Na miejscu wypadku nie znaleziono ciała, jedynie tę złotą łuskę z karabinu SWD kaliber 7,62 mm z wystającą kryzą.

„M” zamilkła. Przełknęła jajko, odłożyła widelec i spojrzała na plakat wiszący naprzeciwko niej. Plakat znajdował się idealnie nad starymi, dębowymi drzwiami. Czarne tło, wybuch ognia o złocistej barwie, agent, jego kobieta i wielki napis znajdujący się na samym dole, „Goldeneye”. Po chwili namysłu i wpatrywania się w nicość „M” obróciła głowę w stronę wielkiego okna znajdującego się z lewej strony pokoju, odsunęła krzesło, wstała i podeszła do marmurowego parapetu. Patrząc się na ulice Londynu, prosto z najwyższego piętra siedziby MI6, szukała rozwiązania tej sytuacji. W przeciwieństwie do tych półgłówków Ona wiedziała, że Agentka Eve tamtego dnia miała karabinek HK 14, który strzela nabojem 5,56 NATO, nie zaś rosyjskim 7,62. Wszystko się sprowadza do jednego. On żyje, upozorował śmierć. Spryciarz spadł do wody idealnie, gdy usłyszał strzał. Tylko skąd ta rosyjska łuska? Strzelał ktoś jeszcze i… spudłował.

– Jeżeli wróci – powiedziała po sekundzie- dajcie mu „to”!

Z kieszeni wyciągnęła różowy marker. Cienki, różowy marker z wygrawerowaną literą „M”. Agenci nie spodziewali się takiej odpowiedzi nawet w snach. Zaskoczenie wszystkich trzech było nieprawdopodobne.

– On będzie wiedział co z tym zrobić. Idźcie już i następnym razem nie spóźnij się o te dwie sekundy jeżeli chcesz pojechać do casino de royal. – powiedziała z lekkim uśmiechem „M”.

– Nie zawiodę Pani „M”. Jak tylko dokończymy sprawę posiadłości Skyfall od razu zabieram się za…

– To zostaw… Jemu. Skoro nie ma ciała to pewnie wróci. On zajmie się Specter, To nie czas by umierać… A na ten czas, jego Aston Martin jest twój, Agencie.

Podobne opowiadania

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *