Architektura słowa

„Radość pisania.
Możność utrwalania.
Zemsta ręki śmiertelnej.”

~ Wisława Szymborska „Radość pisania”

Idę prosto przed siebie w stronę słońca, a za mną zarysowuje się linia. Wyciągam rękę, by osłonić przed światłem oczy, a gdzieś z tyłu wznosi się w górę kamienny mur. Stawiam kolejny krok, a przede mną zarysowuje się nierówny kontur chodnika. Zmieniam kierunek, a pode mną kreśli się koślawy łuk pod jakimś przypadkowym kątem. Przeskakuję nierówność, a w trakcie tego skoku tworzy się krawężnik z wyszczerbioną krawędzią. Niemal się przewracam, a pod moją ręką buduje się pochylony płotek z jasnych deseczek. Schylam się, by podnieść znalezioną monetę, a nade mną rośnie wielki wiadukt. Zaczynam pod nim kroczyć, a ściany tunelu przysłaniają promienie ciemnością. Zatrzymuję się, a gdzieś obok wyrastają z nicości drzwi. Przechodzę przez nie i przyglądam się pustce, a potem wokół mnie piętrzą się kondygnacje prostokątnych budynków. 

Po czym następuje cisza. Zamykam oczy i zaczynam myśleć. Marzę o szczegółach, obracam w głowie słowa i zamieniam je w obrazy. Jestem bowiem architektem, który w głębi wyobraźni szkicuje budowle. Zamienia puste krajobrazy w pełne fantazji panoramy. Miesza barwy, kształty i style. Jestem też budowniczym, który urzeczywistnia te wizje. Stawia wysokie ściany, zakrywa podłogi wykładzinami i układa dachówki. Jestem architekturą samą w sobie. Jestem każdą tą budowlą z osobna i wszystkimi razem naraz. One żyją we mnie, a ja żyję w nich, jakbym była stwórcą i tworzywem jednocześnie. 

Wznoszę miasta i ścinam lasy, burzę zamki i wybrukowuję ulice. Jednak nie dotykam ich choć małym palcem. Nie szkicuję planów na kartce, nie przeprowadzam obliczeń, nie brudzę sobie rąk. Za to z dnia na dzień poszukuję w słownikach nowych słów, przeglądam kolejne podręczniki i obserwuję świat przez lupę. Szukam w myślach wizji pełnych różnorodnych miast. Poszukuję w pamięci wspomnień o najprawdziwszych borach, lasach, kniejach. Staram się odnaleźć gdzieś w sobie wnętrza zapomnianych już na dobre budynków. A wszystko to, by słowem rozjaśnić zupełnie inny, niezbyt realny świat. Po to, by pokazać ludziom nieznane rzeczywistości, ukazać wszelkie zakamarki ich pamięci czy wyobraźni. Buduję nie cegłami, a zdaniami. Szkicuję nie ołówkiem, a kropkami, średnikami i przecinkami. Maluję nie farbami, a wyobrażeniami. Bo jestem architektem. Jestem architektem słowa. Ponieważ jest to częścią życia pisarza.

Podobne opowiadania

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *