Cień wojny

Złe Fatum na nas ciąży. Stoimy gotowi w polu nie wiedząc co nas czeka. Jedynie słychać śpiew porannych ptaków i oddech przyjaciół stojących zarówno po lewej jak i prawej stronie. Czekamy. Właściwie na co my jeszcze czekamy? Stoimy tu bez choćby cienia nadziei, że możemy to przeżyć. Na horyzoncie pojawili się Oni. Ubrani w ciemnozielone kubraki umorusane krwią i brudem. Ich potężne trójkątne sztandary rzucały cień na pole między nami. Armaty rozstawili, broń nabili. Wrzawa z naprzeciwka była tak ogromna, że z drzew zaczęły spadać liście. A my czekamy. Cisza przed burzą zdawała się nie mieć końca. Spokój. Równy oddech. Stoicki spokój w szeregach. Milczenie.

I nagle komenda, strzał, huk i ogień. Świst kul lecących prosto w nas. Żadnej litości. Przemknęły przez ziemię niczyją niczym czarny, nieuchwytny cień. Grzmot, posoka i jęki. Krew zmieszana z ziemią bryzgała na wszystkie strony. Na co my jeszcze czekamy?

Chowamy się w cieniu dawnych zwycięstw. Śmierć stoi z nami w szeregu. Cholera jasna na co my jeszcze czekamy?! Druga salwa. Widzimy tylko kolejno padających żołnierzy, jeden po drugim. Jakby duszę im w ułamku sekundy zabrano. Nawet cień po nich nie zostanie. Bramy piekielne otwarły się na ten widok. Szatan przyjmuje wszystkich. Jak muchy. Dziesięciu, dwudziestu, czterdziestu. Trzecia salwa. Stu, dwustu, czterystu. Już nie ma ciszy, tylko krzyki, jęki, huk i grzmoty. To już bez znaczenia czy to wszystko ma sens. Mrok pochłania każdego bez wyjątku. Z prochu powstałeś, z prochu strzelasz i w proch się obrócisz. Istny cień na scenie chwalebnej wojny.

Podobne opowiadania

Noc

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *