Czerwone światełko w ciemnościach

A co by było, gdyby wciąż trwał lockdown?…

Tkwił w zamknięciu już kolejną dobę. Wciąż tylko te same meble, te same ściany, ten sam dom, który mimo tego, że był ogromny i piękny, stał się tak nudny, że szał ogarniał go, gdy miał chociażby dotknąć półek, wejść na schody. Brzydził się tym.

Z początku nawet mu się to wszystko podobało. Izolacja oznaczała ciszę, spokój i – co najważniejsze – samotność. Ludzie nie byli mu do niczego potrzebni. Bo co tak właściwie robili ludzie? Panikowali, zastanawiali się, co mają robić, żeby nic im się nie stało, jednocześnie łamiąc wszystkie przepisy, jeden po drugim i dziwiąc się, dlaczego nie mogą zatrzymać tego, co się dzieje. Tymczasem on ze swojej domowej twierdzy, wielkiej świątyni spokoju, obserwował wszystkich, koncentrując się na wszelkich psychologicznych aspektach ich irracjonalnych działań. Badanie tego, co ludziom kotłuje się w głowach było częścią tego co robił. Poza tym, nowa sytuacja pomagała zdobywać nowe, ciekawe doświadczenia.

Jednak po pewnym czasie „nowe” zdążyło się zestarzeć i znudzić. Ludzie okazali się być jeszcze mniej odpowiedzialni niż wydawało się wcześniej. Teraz już w ogóle nie można było nigdzie wyjść, chyba że do sklepu w razie potrzeby. Miał tego dość. Kolejny dzień nic się nie działo, mijał kolejny tydzień, kolejny miesiąc i bardzo niewiele już brakowało, żeby dni w niewoli zaczęto liczyć w latach… Czuł się, jakby za jego oknami nie było już świata. Jakby jego dom był ukryty w wielkim pudle z zimnego betonu, z którego nie dało się wyjść. Chwycenie chociażby gałki u drzwi nie wchodziło w grę, o gałce zmiany biegów w jego samochodzie nawet nie wspominając. Wszystko mogło być SKAŻONE.

Czuł, jakby jego umysł zalewało coś gęstego i lepkiego, coś, co sklejało wszelkie jego pomysły w jedną bryłę nudy i rutyny. Tego się nie da, tamto jest zabronione… Wszystko sprowadzało się do siedzenia i marnowania czasu na robienie tego, co już znane.

Chciał to przerwać, chciał coś zmienić, chciał działać. Chciał wyjść.

Ciemność w jego głowie kwitła już prawie od roku. Nigdy nie była tak gęsta i tak nieprzenikniona. Doprowadzała go do obłędu. Przecież MUSIAŁO istnieć coś innego niż ten przeklęty dom, powtórki starych romansideł w telewizji, makarony, ryże, politycy i inne wynalazki. Przez jakiś czas lasy były otwarte, dlaczego on ani razu nie poszedł do lasu? Nie było by wciąż tak monotonnie, tak samotnie, tak… cicho. Dlaczego było tak cicho, dlaczego nie wybrzmiewał żaden dźwięk, oprócz muzyki ze starych płyt, które znał na pamięć? Potrzebował jakiejś innowacji, nowości, czegoś, co zagłuszyłoby tę mętną ciszę. Może strzału? Tak, strzał to coś na co był gotów! Tylko niech w końcu umilknie ta nuda, ta rutyna… Na ten stan nie mógł nawet znaleźć innych określeń, tak bardzo był przewidywalny. Nie strzeli do siebie, nie, nie, uśmierci kogoś innego, jednego z tych przerażonych, bezradnych ludzi. Niech wiedzą, że nie tylko epidemia może ich zniszczyć. Niech przypomną sobie o istnieniu świata zewnętrznego, tak jak on sobie teraz przypomniał…

Dla rozrywki gotów był pogrążyć się w tej myśli i oszaleć dla niej… Jednak czy szalonym nie czynił go sam fakt, że mógł o czymś takim pomyśleć? Że coś takiego sprawiło mu tak dziką przyjemność? Może to było głupie, powinien był wymyślić coś innego? Zaśmiał się histerycznie. To nie ważne. Ważne, że już ma pomysł na siebie na najbliższe dni. Wokół tej jednej śmierci będą się kręcić różne inne zdarzenia. Może śledztwo, a może nie… Na takich sytuacjach da się zbudować bardzo wiele scenariuszy.

Nie ma więc na co czekać, powinien jak najszybciej zacząć się przygotowywać do tej jednej chwili, która wyrwie go z sideł codzienności. Musi wszystko dokładnie rozpisać, zaplanować, żeby nie zrobić niczego głupiego i niczego nie popsuć. Był na dobrej drodze do sukcesu.

Ale najpierw przydałoby się zrobić herbatę. Ciepła herbatka to podstawa.

Podobne opowiadania

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *