Dziecko natury

Istnieją takie istoty na ziemi, które żyją, by się rozwijać. Najpierw kształtują korzenie, trzymane kurczowo w ramionach matki natury. Nabierają charakteru i siły doglądane przez setki par zaciekawionych oczu. Pielęgnowane ze szczególną rzetelnością, zyskują poważne kształty. Dopiero odpowiednio wypielęgnowane przez swą opiekunkę, mogą opuścić jej własną ostoję. Mogą zacząć przebijać się na światło dzienne. Te trudne godziny ucieczki z podziemia na otwarty świat uważane są za tak niezwykły czas. Bezbronne stworzenie gna w nieznane, lecz nie boi się wyzwań i pragnie poznać coś więcej poza ciepłem swojej mamy. Chociaż tej ciężkiej drodze towarzyszą nieraz łzy, jest to czas rozkwitu życia. Ono z tak wielką chęcią wychyla swą główkę i oddycha po raz pierwszy powietrzem. Nieznane jest mu jeszcze namacalne piękno, lecz czuje. Bo istnieje. Bo zapuściło już korzenie, trzymając za rękę swoją rodzicielkę w tej wędrówce przez ten interesujący świat. Nie jest jeszcze piękną rośliną, ale pomiędzy wilgotną ziemią da się dostrzec już to małe, niepewne swoich ruchów stworzonko. Istotę bezbronną, choć już ciekawą niebezpieczeństw bardziej niż jakikolwiek doświadczony już kwiat. 

Na początku nie widać zbyt wiele, lecz z każdym dniem pnie się w górę, wystawiając się na słońce, które przecież jest esencją tego istnienia. Szmaragdowa łodyżka będąca tym jeszcze kruchym kręgosłupem z trudem utrzymuje całe uroki tego urokliwego tworu. Po każdym nieudanym kroku, po każdym silnym powiewie wiatru, bohatersko podnosi się na nowo, by jak najszybciej ponowić ciężką próbę stawienia czoła wszelkim przeciwnościom natury. W końcu jednak jest na tyle silna, by na jej końcu wykwitło coś o wiele piękniejszego od niej samej. W odpowiednim czasie rozkwita na dobre serce każdego z tych żywotów. Tętni ono gdzieś głęboko, chronione na wszelkie możliwe sposoby. Chociaż biło już dużo wcześniej, teraz spokojnie można wysłyszeć te miarowe takty w stworzonej przez przyrodę ciszy. Otoczone jest jednak tym, co w tej istotce najprzyjemniejsze dla oka. Te delikatne, mlecznobiałe płatki na początku są jeszcze kruche i łamliwe. Wiatr i deszcz muszą się z nimi obchodzić wyjątkowo subtelnie, by nie uszkodzić tej jeszcze słabej bariery. Każdy z tych płatków nabiera odpowiedniego koloru, który jest przecież unikalny dla każdego z dzieł natury. Niektóre różowieją, jakby wstąpiło na ich twarzyczki zawstydzenie. Inne przez deszcz brudzą się i widnieją na nich brązowe plamki. To jedno stworzenie jednak natrafiło na bardzo łagodną pogodę i już po kilku dniach mogło urzekać swoją finezyjnością i lekkością. Lecz to pomiędzy tymi płatkami krył się skarb – bezbronne wnętrze kolorem dorównujące samej tej gorącej gwieździe na błękitnym niebie. Tak pilnie pilnowane, by nie zostało skradzione z tego ziemskiego raju.

Cała ta niezwykłość życia nie była jednak nigdy jedyną. Była tylko jednym z wielu kwiatów na tym pięknym, rozłożystym drzewie. Potęga ta jest o wiele większa niż pojedynczy pąk. Ono wytrzymuje każdą burzę i wichurę, choć nieraz jedna z najwyższych gałązek spadnie z głośnym trzaskiem na ziemię. Wtedy powoli znika w odmętach śniegu, który co roku przykrywa każdą niedoskonałość w obawie przed łzami całej jabłoni, która już niedługo powinna rodzić nowe owoce i kwiaty. Powinna tworzyć nowe drogi życia, które raz na jakiś czas bywają ucinane lub zrywane. Lecz samo drzewo nigdy nie rezygnuje z tworzenia istnienia, które w tak piękny sposób zakwita na oczach całego ogrodu. Każdy z kwiatów ma za zadanie zakwitnąć i rozwijać się dla piękna i uznania. Przecież żaden z tych młodych, zamkniętych na świat pąków nie powinien martwić się o sprawy schorowanych części jabłoni. Ma rosnąć, a w końcu wydać i piękny owoc życia. Póki jest dzieckiem, może jednak cieszyć się czystą pięknością świata i odszukiwać w nim własną drogę, by stworzyć w przyszłości własne drzewo.

Podobne opowiadania

Noc

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *