Jutro

Przez okno, zasłonięte firaną, nikła poświata księżyca wpada do pokoju. Pusta płyta zawieszona na nitce z lewej strony karnisza robi już kolejne okrążenie wokół własnej osi. Tym razem w drugą stronę. Światło, które się co chwilę odbija, rozjaśnia pomieszczenie, a zwłaszcza stare zabytkowe meble z ciemnego drewna. W witrynie piętrzą się zakurzone encyklopedie i ciężkie słowniki, których od lat nikt nie otwierał. Mechaniczne zabawki, pierwsze pożeracze czasu, które ktoś zdołał wymyślić, mając dobre chęci, stoją przed nimi, strzegąc przed wrzuceniem ich na dobre do kartonu i położeniu na tą półkę w piwnicy, gdzie nikt nie zagląda. Ogromny telewizor, tak bardzo niepasujący do tego miejsca, wdzięczy się na komodzie i właściwie mogłabym go włączyć, żeby przegonić tę paskudną ciszę, lecz nie chcę. Średniego rozmiaru lustro wisi obok niego, od lat nieumyte, ale tylko trochę brudne. Przed nim na białej serwecie jest stojak na biżuterię, w postaci porcelanowej damy bez głowy, zamiast której haczyki dźwigają ogromny ciężar kilkudziesięciu bransoletek z plastiku.

Pokój od lat nieodwiedzany przez właścicielkę (widać po stylu i niezabranych zdjęciach w złotych ramach) zatrzymał się w tamtym roku, kiedy ona wyjechała. Do teraz zmieniło się tylko kilka rzeczy. Na przykład ta maseczka rzucona na śliczną damę przed lustrem, czy komputer na biurku, czy też stosy papierów do wypełnienia przez właścicielkę.

Kolejny błysk pada na obraz nad łóżkiem. O ile dobrze pamiętam za dnia widać tam galopujące przez rzekę konie, które tak naprawdę nie są obrazem, a długim procesem układania mnóstwa puzzli, których żal było chować.

W całym domu nagle rozbrzmiewa bimbanie zegara, który wybija godzinę drugą. Chrapanie w całym domu lub inne ciche albo głośne oddechy zostają na ten krótki czas zagłuszone. Przewracam się na drugi bok niespokojnie, a stary, zielonkawy tapczan wydaje wbijać się w moje ciało i wystawać tam, gdzie powinien się idealnie zapadać. Pościel ma dziwny zapach, jakby jeszcze pamiętała właścicielkę, która przed lustrem przymierzała bransolety, czy też czesała swoje czarne włosy w warkocz jak na fotografii. Pewnie wkładała swoje książki do witryny, a obierki z temperówki wrzucała do tego metalowego kosza. Kiedy zasypiała, patrzyła się na tę płytę, której kręcenie było dosyć usypiające, ale jednak nie wystarczająco dla mnie.

Zarzucam kołdrą do góry, żeby ją jakoś ułożyć, ale to na nic, bo ewidentnie jest z nią coś nie tak. Po pierwsze jest niewymiarowa i kawałek pościeli jest luźny, co potrafi mnie zirytować. Oprócz tego była jakaś taka ciepła, a jednocześnie lekka. Nie dało się nią otulić ani ochłodzić…

Gdy zegar wybija trzecią, wiem że czas płynie za szybko. I już odpycham ręką sen na dobre. Gdybym usnęła, obudziłyby mnie promyki słoneczne i byłoby jutro. A ja nie chcę jutro. Wstaję powoli, żeby kanapa nie skrzypnęła. Otwieram witrynę i dopada mnie aromatyczny zapach starych książek i pożółkłych stronic, zapisanych charakterystyczną czcionką. Chciałabym je wszystkie ukraść, zakopać na dnie walizki i zabrać je ze sobą wszędzie. Ze mną nigdy nie popadłyby w zapomnienie. Porcelanowa żaba z uśmiechem, większym od reszty ciała jednak mnie powstrzymuje. Muskam ją palcami, żeby zapamiętać jej rysy, żeby zapisała się gdzieś w historii poza zbieraniem kurzu.

Siadam na krześle, przy biurku. Nie jest za wygodne, bo jest zwykłe kuchenne, bez kółek. Biurko nie oddaje starego klimatu, ponieważ jest zasypane nowoczesnymi gratami i elektroniką. Pokój widocznie, spełnia funkcję również zapomnianego biura.

Księżyc przesuwa się powoli po gwieździstym niebie. Poza moim pokojem słychać powolne oddechy. Nierówne. Każdy w swoim rytmie. Wyłączeni. Uśpieni. Regenerują siły przed jutrem, by po ciężkim dniu paść znów na wersalkę, fotel, łóżko i kolejnego dnia trzepnąć ręką budzik. I biec dalej i dalej. Gonić weekend i przerwę świąteczną. Wytrwać do wakacji/urlopu. By żyć.

Każdy oddech to kilka sekund bliżej do jutra. Ale ja nie chcę jutra. Zwracam się do księżyca za oknem, by wysłuchał mój list, którego jeszcze nie miałam odwagi napisać. Ale on może go zobaczyć. On nic nie powie, nie wyśmieje, a może nawet wysłucha. Może zatrzyma się i wszystkie zegary staną? I jak ten pokój, zamknięty kilka lat temu, nie pójdzie dalej. Oddechy ucichną lub będą trwały w nieskończoność. Nikt się nie obudzi. Budziki nie zadzwonią. Słońce nie wpadnie przez firanki. Jutra nie będzie.

Może.

Może wysłucha.

Podobne opowiadania

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *