Niebo

Najlepiej wspominam te noce, które spędziłyśmy razem na dachu naszego bloku, obserwując gwiazdy. Najwięcej wtedy rozmawiałyśmy. Późnym latem niebo jest najczystsze i dzieją się na nim najciekawsze rzeczy — tak mi mówiłaś. Im dalej od centrum miasta, tym bardziej przejrzysty staje się obraz sklepienia. A im dłużej się mu przygląda, tym więcej szczegółów można dostrzec. Ty lubiłaś szukać i odkrywać to, co miało zwyczaj ukrywania się przed ludzkim wzrokiem.

Może dlatego polubiłaś i mnie. Dla ciebie nie było wcale tak trudno do mnie dotrzeć. Coś w tobie sprawiało, że nie wstydziłam się przed tobą niczego. Pozwalałam ci na twoją ciekawość, wścibskość, pozwalałam ci przyglądać się mi, gdy powinnaś była patrzeć w gwiazdy. Twój wzrok był jedynym, od którego się nie odwracałam, przy tobie nigdy nie oblewałam się rumieńcem i nigdy nie czułam potrzeby zapadnięcia się pod ziemię. Wszystkie moje niedoskonałości i blizny nazywałaś moimi własnymi konstelacjami i uwielbiałaś odczytywać je, zupełnie jak te zapisane na niebie nad nami.

Długo brakowało mi w życiu kogoś takiego jak ty. Kogoś, kto w ciszy pozwalałby mi mówić, i mówić, i mówić… Może dlatego tak zachłysnęłam się naszą przyjaźnią.

Ufałam ci jak nikomu innemu. Nie było niczego, czego nie mogłabym ci o sobie powiedzieć. Spowiadałam ci się, rozwodząc się o najdrobniejszych głupotach i zdradzając największe z marzeń. Noc po nocy odwijałam kolejne bandaże sekretów nad starymi ranami. Traktowałam cię jak prywatny konfesjonał i może właśnie dlatego z czasem stałaś się dla mnie taka cenna — bo moje sekrety były już twoimi.

Poczułam się przy tobie zbyt komfortowo. Pozwoliłam sobie bujać w obłokach… więc przecież musiał nadejść ten moment, w którym ktoś sprowadziłby mnie wreszcie na ziemię. Tym kimś okazałaś się właśnie ty. I nie byłaś delikatna.

Wiedziałaś o mnie wszystko i to tym mogłaś górować nade mną. Przy tobie byłam tylko idiotką, która sprzedała całą siebie za kilka zarwanych nocy i pozory zrozumienia. Ty wiedziałaś, jak to wykorzystać. Wiedziałaś, jak obchodzić się ze swoją wiedzą — niezależnie, czy dotyczyła ona nieba czy tylko mojego życia. Byłaś sprytniejsza niż mi się wydawało i brutalnie zepchnęłaś mnie tam, gdzie moje miejsce.

Tak padłam u twoich stóp — całe dwadzieścia jeden metrów poniżej nich. W ostatnich chwilach życia skazałam samą siebie na towarzystwo przyglądających mi się w przerażeniu obcych. Już nie potrafię stwierdzić, czy czerwień mieniąca się gdzieś u brzegu mojego wzroku to rumieniec wstydu na moich policzkach czy wilgotna plama na betonie tuż pod moją głową. Chciałabym już po prostu na dobre zapaść się pod ziemię.

I gdybym jeszcze tylko mogła ukradkiem zerknąć na to niebo, które ty tak kochałaś… A potem spojrzeć ci prosto w twarz, po raz pierwszy i ostatni, by może wreszcie zrozumieć, co takiego ja widziałam w tobie.

Podobne opowiadania

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *