Obudź się nim zaśniesz

Sen małego chłopca został przerwany rozanielonym głosem jego matki, która pełna ekscytacji przygotowywała dziecku wszystkie niezbędne rzeczy. Pomogła mu się ubrać oraz spakowała za niego plecak, gdy w tym czasie równie szczęśliwy co kobieta ojciec, przygotowywał swoje popisowe danie dla syna, pytając przy tym o jego odczucia przed całym wielkim wydarzeniem.

Był to jego pierwszy dzień w szkole. Za niecałe czterdzieści minut powinien znaleźć się w klasie, a po kolejnych pięciu rozpocznie się diagnoza. Po niej wyniki zostaną przeanalizowane przez SPN, a ten zadecyduje, do jakiej klasy ma zostać zapisany maluch i z jaką kategorią przy poszczególnych przedmiotach. Takie testy sprawdzające odbywają się regularnie co trzy miesiące, w każdy dziesiąty dzień trzeciego, szóstego, dziewiątego i dwunastego miesiąca, od rozpoczęcia edukacji, do samego końca, czego zwieńczeniem miał być test podsumowujący dosłownie wszystko.

Wyniki diagnoz mają pokazać, z czego uczeń ma braki, co powinien rozwijać, a czym w ogóle nie powinien się interesować. Po co zaśmiecać młody umysł? Po co sprawiać mu problemy już na samym starcie? Po co odbierać komuś możliwość podążania za pasjami? Taki system funkcjonował ponad dwa tysiące lat temu. Był wadliwy. Wadliwy do tego stopnia, że większość potencjału, jaki mogła wtedy osiągnąć ludzkość, została zaprzepaszczona bezpowrotnie, lecz to było dawno temu. Teraz ludzie nie mają tego problemu. Każdy robi to, w czym jest dobry i każdemu idzie to doskonale.

Co prawda są jednostki wyjątkowe, nie w dobrym tego słowa znaczeniu, choć to jednak jest margines, niewart łez nawet ich rodziców.

– Jak nastroje przed rozpoczęciem edukacji? – Zapytał z dumą w oczach rodzic. Czekał równo sześć lat i trzy miesiące, żeby zobaczyć swego potomka w mundurku szkolnym oraz plecakiem u stóp. Przypominał mu jego samego, choć w gruncie rzeczy, przed ukończeniem drugiej klasy każdy wygląda tak samo. Tak samo ubrany, tak samo uczesany, ma to samo w plecaku, jest taką samą kopią każdego innego. Dopiero po drugim roku szkoły zaczyna się faktyczne rozwarstwienie zainteresowań i umiejętności. Tym wszystkim zajmuje się system.

Chłopczyk jedynie wzruszył ramionami, wpychając w usta kolejny kęs chrupiącego ciasta wypełnionego warzywami, w nadziei, iż przestanie być dzisiejszym obiektem zainteresowania. Nie wiedział, jak się czuje, nie był w stanie tego opisać. Mieszanka ekscytacji, zaciekawienia, szczęścia, przerażenia, smutku i złości targała jego wnętrzem, a była to jedynie ta część emocji, które potrafił nazwać i rozróżnić. Reszta dalej była dla niego nieznanym, a właśnie to nieznane zaprzątało jego głowę najmocniej.

Cisza jednak nie przeszkodziła mężczyźnie. Rozpoczął on swoją historię, jak wyglądał jego pierwszy dzień, jak wspaniale go wspomina i jak bardzo cieszył się z wyników. Nie pominął swojej standardowej dla tego tematu wzmianki o mamie, z którą był w klasie. Podobno od tego dnia już zawsze byli tylko dla siebie. Jednakże były to tylko słowa jego ojca, lubującego się w dopisywaniu wątków, które albo nie miały miejsca, albo były rozbudowaną prawdą. Mimo wszystko uczucie, jakie ich łączyło, było dopiero na drugim miejscu. Zawsze powtarzali, iż liczyła się przyszłość i to, ile do niej kto wniesie swoją ciężką pracą. Miłość i przyjaźń w erze rozkwitu jest towarem luksusowym, jeśli ma się na to czas, chęci i możliwości, można w to brnąć. Pytanie tylko po co? 

– Zbieraj się, mamy niecałe dziesięć minut na dotarcie na miejsce. Nie możesz przecież się spóźnić na twój pierwszy wielki dzień. – Rzucił na koniec, głaszcząc dziecko po głowie, po czym złapał za jego plecak. Wyszedł z kuchni, mijając kobietę ubraną w prosty czarny kombinezon oraz błyszczące szpilki. Standardowy ubiór dla ludzi z jej klasy i bliskimi do niej umiejętnościami. Matka pomogła mu przy założeniu butów oraz wierzchniej części mundurka. Następnie dwójka skierowała się do windy, w której już czekał ojciec w czarnych jeansach oraz czerwonej koszuli z białym krawatem. Ten komplet również dawał osobom trzecim rozeznanie w jego specjalizacji.

Zjechali z dwudziestego piętra na minus piętnaste, gdzie znajdowały się wszystkie placówki oświaty i rekreacji dla młodzieży. Będąc na dole, wybrali drogę na pieszo. Sektor szkół podstawowych był bardzo blisko, a chwila ruchu była świetną opcją rozbudzenia się po ponad ośmiogodzinnym śnie. 

Podróż była krótka oraz przepełniona rozmową zadowolonych rodziców, którzy byli bardziej przejęci tym dziesiątym dniem grudnia, niż ich syn. Podobnie sytuacja wygląda u rodziców przechodzących obok ze swoimi pociechami. Każde dziecko nie rozumiało co się wokół niego dzieje, a każdy rodzic z dumą prowadził swojego potomka, z nadzieją, że za parę lat dokona czegoś wielkiego. 

Rodzina zatrzymała się przed wejściem na teren placówki i nim najmłodszy wszedł do wnętrza korytarza z numer 3728, ojciec położył dłoń na jego ramieniu, posyłając pokrzepiający uśmiech.

– Nie ważne, jaką grupę ci przypiszą, nie ważne, w jakiej kategorii będziesz, zawsze będziemy z ciebie dumni. 

***

– Przypominam, że jutro jest całodobowa, ogólna diagnoza. Wszyscy macie stawić się na godzinę szóstą rano. To będzie wasze ostateczne klasyfikowanie, więc proszę o nie powtarzanie materiału tuż przed oraz proszę nie aktorzyć przed systemem. Wyniki mają odzwierciedlać wasze nabyte umiejętności z całej edukacji oraz wyłapać wasze codzienne nawyki i mankamenty. Tak więc zalecam dzisiaj dużo spokoju i relaksu, nie ma czym się denerwować. Po jutrzejszym dniu nie macie już zajęć, aż do testów końcowych, a z nich jedynie czekacie na informacje na jakie stanowisko i do jakiej firmy pasują wasze kwalifikacje oraz codzienny tryb życia. Jakieś pytania? – Starszy mężczyzna poprawił swoje okulary, lustrując całą klasę. Nikt się nie odezwał, na co wykładowca machnął ręką, nakazując tym młodzieży wyjść z sali i cieszyć aż do końca dnia.

W pomieszczeniu znajdowała się równo setka osób w podobnym wieku, zbierająca się do wyjścia, umawiając przy tym plany na wspólne wyjścia. Część planowała cały dzień spędzić w restauracjach, część myślała nad spacerami dookoła sektora licealnego, część już biegła do placówek rekreacyjnych, a niewielka pozostała grupa, planowała wyjść po prostu na zewnątrz. 

To małe towarzystwa składało się z piątki dobrych znajomych, znających się od początku swojej edukacji. Wszyscy byli w tej samej klasie i tej samej kategorii od prawie czternastu lat.

– Ruszcie się! Jak będziecie tak się wlec, to nigdy nie wyjdziemy na zewnątrz. – Rzuciła najstarsza z grupy, ciągnąc za rękaw najbliżej znajdującego się chłopaka, a za nią ruszyli inni, rozpoczynając temat nowo powstałego filmu.

Po wyjściu z pomieszczenia, przeciskając się przez tłumy nastolatków, szybko znaleźli się w windzie, a zaraz po tym na powierzchni odrodzonej planety. 

Ziemia od prawie siedemnastu wieków odzyskuje siły po wyniszczającym okresie z okolic drugiego tysiąclecia. Łącznie siedem wojen światowych zmusiło wszystkich do gwałtownych przedsięwzięć, a było to jedno z trudniejszych zadań w tamtym okresie. Z rekordowych dwunastu miliardów ludzkich żyć, ostatnie dwie batalie uszczupliły tę liczbę do niespełna stu tysięcy. Historycy prześmiewczo nazywają tamten czas Apokalipsą na Życzenie, w końcu ludzi zawsze ciągnęło do autodestrukcji. 

Część pisarzy nawet odwoływała się do tamtych wydarzeń, ale nikt nie był w stanie oddać tak poważnego klimatu, jakie posiadły książki bajkopisarzy tamtej epoki. Filmy, inspirujące się tamtymi wydarzeniami, również dalekie były od rzeczywistości. Teraz ludziom ciężko było zachowywać się w tak irracjonalny sposób. Wszystkiego pilnował system.

To właśnie po tych walkach ludzie się opamiętali. Połączyli siły i rozpoczęli ekspansje podziemne, pozostawiając powierzchnię naturze. Większość budynków, pomników, dróg i wszystko inne, co stanęło na drodze robotów KNZ, zostało rozebrane, sprawiający tym, iż Ziemia po latach, zaczęła wyglądać, tak jak powinna. Zaczęła wyglądać, jak gdyby ludzkość nigdy nie istniała.

Ludzie jednak dalej mogą wychodzić na powierzchnię. Jest to nawet częsta rozrywka młodzieży, zwłaszcza tych w okresie dojrzewania. Jedynym wymogiem jest dbanie o nie zostawianie po sobie szkodliwych śladów. 

Osoby interesujące się fauną czy florą często mają specjalne zajęcia na terenach opuszczonych przez człowieka, gdyż są to świetne materiały badawcze. To jedne z lepiej wyspecjalizowanych klas, zaraz po fanatykach przestrzeni kosmicznej. Planeta nie kryje przed ludźmi żadnych tajemnic. Ziemia stała się otwartą księgą, od kiedy dogłębnie zbadano dna mórz i oceanów oraz różnorodność gatunkową na powierzchni, a każde miejsce na planecie znajduje się w bazie danych, razem z szeroką gamą dostępnych informacji o lokalizacji. Jest również pełnia zapisków i notatek odnośnie do tego, co znajdowało się kiedyś w danym miejscu. To jedynie garstka wiedzy dostępnej dla każdego w dowolnej chwili.

– Ej, tak szczerze, jak czujecie się z myślą o jutrze? – Zapytał najmłodszy z grupy i będąc na przodzie, kierował się w stronę gęstego, choć niewielkiego lasu, który, potajemnie przed władzami, skrywał w swoim środku parę drewnianych ławek i miejsce na palenisko. W końcu mieli tego dnia się odprężyć.

– Chyba normalnie? To nie pierwsze sprawdzenie naszych umiejętności, więc nic wielkiego raczej się nie wydarzy. – Wzruszył ramionami brunet, następnie wkładając dłonie do kieszeni granatowych spodni. 

– Ta diagnoza ma trwać całą dobę. – Odparł od razu, zwalniając, aby zrównać kroki z resztą gromady.

– Będą sprawdzać coś więcej niż tylko to, co mamy w głowie. Wyluzuj, coś podobnego było w piątym i dziesiątym roku.

– A co jeśli coś pójdzie nie tak? – Dopytał z czystej ciekawości. Czytał już wielokrotnie o wadach oprogramowania, które, przez swoje chłodne kalkulacje, nie brało pod uwagę innych czynników, niżeli to, co znajdowało się na papierze. Faktem jest, że książki te powstawały w czasie, gdy SPN dopiero się kształtował, a uczeni, psychologowie i programiści, nie wiedzieli jak uformować całą tę strukturę, aby dawała najlepsze rezultaty. Mimo to, u niewielkiej części osób budził się strach przed błędem komputerów kwantowych, który w praktyce nie istniał. Te czasy już dawno minęły.

– Ale niby co miałoby pójść nie tak? Planujesz przegrzać system swoim lenistwem czy o co ci chodzi? 

– Nie wiem, cokolwiek? Może błędnie coś odczytają.

– Za dużo starych książek się naczytałeś. To testy jak każde inne. Dostaniesz karty pracy, wypełniasz zgodnie z tym, co umiesz, oddajesz i dowiadujesz się, czego nie ogarniasz, w czym jesteś dobry i co ci to daje. Podpinają cię do urządzeń, badają twój organizm i ewentualnie mówią ci, ile czasu ci zostało. Robią ci skany od czasu do czasu przy poszczególnych sytuacjach i poddają analizie. A dnia następnego masz ładnie ogarniętą teczuszkę, gdzie masz wszystko, co potrzebne ci wiedzieć na swój temat. Cała filozofia.

– A co jeśli to nieprawda? 

– O mój boże… Czy ty możesz przestać jęczeć? Co niby ma być nieprawdą? – Wtrąciła się do rozmowy najstarsza z osób, zakładając ręce na biodrach. Jej znudzony ton i wykończona twarz jasno pokazywały, jak bardzo drażni ją ten temat. 

– To całe powtarzanie, że system jest nieomylny. – Rzucił z pełną powagą, sprawiając tym, iż osoby wokół przewróciły oczami.

– Bo jest! Działa od sześciu wieków, jest stale udoskonalany i nie posiada ludzkiego błędu. Jeszcze nie znalazła się osoba, która narzekałaby na cokolwiek w tym systemie. Jest to najdoskonalsza rzecz, jaką dotychczas stworzyła ludzkość. 

– Najdoskonalsza, ale dalej nie jest doskonała. Liczby to jedno, a emocje to drogie.

– Nie ma rzeczy idealnych, więc zacznij zadowalać się, chociażby tym, co jest. Gdyby nie ten system, uczyłbyś się parę godzin dziennie tego, co w ogóle nie leży w twojej naturze. Marnowałbyś czas tak, jak i całe społeczeństwo kiedyś. Gdyby nie to, nigdy byśmy nie ruszyli z dołka, do jakiego wrzucili nas przodkowie. Zresztą, emocje to też liczby, też można je obliczyć.

Ich kłótnia trwała w najlepsze. Wytykali sobie słówka, ciągnąc się za języki niecałą godzinę, a koniec skwitowali oburzonymi minami i milczeniem, ku uciesze pozostałej trójki. Nie zamierzali się łatwo godzić. Takie wymiany zdań były u nich regularne. On uważał, że błąd jest nieunikniony przy działaniach SPN. Ona nie widziała możliwości na błąd. Nie przy tak długim czasie działania i nie pod okiem najlepszych ludzi. W czym miała rację. System się nie mylił. Jedynie ludzie dokonywali złych decyzji w oparciu o wyniki.

***

– Inicjowanie procesu wybudzania. – Mechaniczny głos, łudząco podobny do ludzkiego, rozbrzmiał w urządzeniu. Starszy mężczyzna znajdujący się w środku powolnie otworzył oczy, a zaraz po tym drzwi od kapsuły uchyliły się, wypuszczając go ze środka. 

– Wszystkiego najlepszego, tato! – Krzyknęła uśmiechnięta kobieta, wyciągając w jego stronę domowej roboty tort. Na górze ciasta znajdowały się dwie świeczki, przypominające mężczyźnie, iż właśnie kończył swoje sześćdziesiąte urodziny. Jego twarz rozpromieniała, przyozdabiając się w parę dodatkowych zmarszczek w kącikach ust i na czole. Zdmuchnął świeczki. – Co ci się śniło?

– Dokładnie to, co chciałem sobie ostatni raz przypomnieć przed śmiercią, żabko. – Odparł szczęśliwy, spoglądając na operatora maszyny, który jedynie skinął głową w stronę staruszka. 

– A co konkretnie? – Zapytała z zaciekawieniem trzydziestolatka, odkładając deser na blat obok siwiejącego. Odprowadziła wzrokiem mężczyznę w czarnym mundurze z naszywką rządowej instytucji od spraw utrzymania odpowiedniej liczby populacji. Nikt przecież nie chciał być świadkiem zbyt dużej ilości ludzi w stosunku do zbyt małych zasobów, więc od czasu do czasu trzeba było niektórym pomóc.

– Opowiem ci w drodze do instytutu eutanazji. – Powiedział spokojnie, po czym usiadł przy stole, gdy jego córka zaczęła nakładać kawałki ciasta na talerze. Ostatni dzień chciał spędzić w spokoju, bez zbędnych myśli.

Podobne opowiadania

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *