Trzy kroki od wojny

– Generale, nie uważasz, że jest do dosyć drastyczne posunięcie? – Niespokojne palce przesuwały się po mapach rozłożonych na stole obrad, szukając w nich jakiś luk, będących potwierdzeniem dla obaw monarchini. Staranne zapiski oraz dokładnie wyrysowane plany nie dawały jej, chociażby namiastki wiary. 

– Proszę mi zaufać Wasza Wysokość, nasze wojsko jest teraz w idealnej pozycji do ataku. Niepotrzebne dni zwłoki, mogą jedynie dać roju Kytinn czas na zwiększenie swojej liczebności. Te humanoidalne robactwa w niedługim okresie mogą nas zdziesiątkować, a nie wiemy, ile jeszcze będą lizać swoje rany. Musimy wykorzystać ten moment, nawet jeśli oznacza to wysłanie wojska w przeciągu następnej godziny. – Atros położył swoją dłoń na ramieniu Athrilli, próbując jakkolwiek przywrócić jej porzuconą po śmierci ojca nadzieję. 

Kobieta po chwili zawahania wyprostowała się, odsuwając od siebie dwie karty pozyskane tego poranka od informatorów. Na jednej z nich widniał szczegółowy opis biopancerza, z którego słynęły łakome istoty, a na drugiej zapiski odnośnie dotychczas znalezionych miejsc żerowania. Dalej leżały plany ich siedlisk. Część była starannie opisana, dając tym wyjątkowo duże pole manewru, jak na tak nieprzyjemne miejsca do ataku. Jednakże najistotniejsze dla wygranej bitwy punkty roju, były niewiadomą mogącą całkowicie obrócić szalę zwycięstwa na niekorzyść Etriasu. 

– Ciężko się nie zgodzić, ale zbyt szybkie uderzenie, bez odpowiedniego planu oraz przygotowań, może jedynie nam zaszkodzić. Tym bardziej, że element zaskoczenia nie wchodzi w grę, patrząc na ilość czujek, jaka krąży wokół każdego przedstawiciela Kyrinn. – Wtrącił się drugi generał – Ornis, który do tej pory jedynie przysłuchiwał się całej rozmowie, analizując wszystkie za oraz przeciw. – Teoretycznie posiadamy plany zewnętrznej części roju, ale nie mamy pojęcia, co możemy zastać w środku i nie mówię tu o strukturach, w jakich oni zamieszkują, ale o faunie i florze przemieszczającej się razem z nimi. Znamy jedynie sześć gatunków żyjących z nimi w symbiozie, a co z resztą? Bo wątpliwym jest, aby istniało tylko tyle. Musi być coś jeszcze. – Zakończył swój wywód, odwracając głowę w stronę okna. Tym gestem objął północną część wyspy w zasięg swojego wzroku. To właśnie tam, w gęstwinie lasów i korytach rzek, kręciło się ich najwięcej.

Atros wrócił spojrzeniem do rozłożonych na długim stole kart, szukając jakiejś wskazówki, mogącej jakoś go naprowadzić. Mapy powoli wyczerpywały swoje możliwości, a braki w szczegółowych notatkach o siłach roju utrudniały planowanie czegokolwiek.

– Co ze zwiadowcami? Możemy wydzielić kilku mogących dostać się tam niepostrzeżenie. – Głos Athrilli po dłuższym czasie przerwał ciążącą wszystkim ciszę. 

– Obawiam się, że to posunięcie mogłoby jedynie pozostawić ich na pewną śmierć. Osobiście proponuję uzyskać te informacje poprzez handel. To zdecydowanie bezpieczniejsza opcja. Jestem pewny, iż ktoś za odpowiednią opłatą opowiedziałby nam o wszystkim, co wie. – Zaproponował Ornis, odkładając na jedną z kart dotychczas trzymany w rękach hełm. Ręce założył na piersi, opierając się biodrem o zasunięte krzesło i wrócił spojrzeniem na monarchinię, oczekując jakiejś aprobaty wobec jego planu.

Athrilli kiwnęła delikatnie głową, zastanawiając się nad potencjalnymi informatorami. Dotychczas zebrane sojusze same w sobie nie dawały gwarancji na dowiedzenie się czegokolwiek na temat robactwa, które dotarło na ich ziemie. Ewentualne kontakty innych cesarstw ukazywały gdzieś w oddali płomień nadziei, ale niepewnym było, czy ktoś posiadał wystarczająco oddane wtyki w Pozaświecie. Zaprawieni w czarnym rynku mogliby uzyskać dosłownie każdą informację. Problem pojawiał się w ofertach, które przy takich okazjach wykorzystywały zasady wymiany cenniejszych rzeczy, niżeli szlachetne kruszce, a to oznaczało potencjalne zagrożenie dla interesów Etriasu. 

– Można również porwać któregoś z Kytinn i wydobyć z niego te informacje siłą. – Ponownie odezwał się Atros, wyjmując jedną z kart, na której drugi generał położył element swojego pancerza. Na niej widniał skrócony zapis mówiący o ilości obecnie wyszkolonych i gotowych do walki żołnierzy oraz tych, którzy dopiero się uczą. – Jestem przekonany, że nasi ludzie z chęcią zrobiliby łapanki na te robactwa. Może być to również dobry test dla nowicjuszy, aby sprawdzić, czy nadają się, aby dołączyć do armii. Oczywiście wszystko pod okiem góry. – Mówiąc to, chwycił za wolne papiery, notując na nich miejsca gdzie widziano pojedynczo przemieszczające się osobniki. – Grupa młodzików, na której treningu była wasza wysokość podczas mojej obecności, niedawno zakończyła szkolenia przeciwko Kytinn. Jeżeli obstawimy te przełęki czteroosobowymi grupami, to mamy szansę zdobyć parę osobników jeszcze przed północą. – Wspominając o tym, zaznaczył siedem wcześniej wynotowanych siedlisk, a przy nich godziny, w jakich zazwyczaj widywano wolno przemieszczające się istoty. Athrilli dokładnie przyjrzała się zmianom na mapie, po czym subtelnie kiwnęła głową.

– Jesteś pewny umiejętności swoich wychowanków, generale? Co, jeśli sobie nie poradzą? Co, jeśli tak naprawdę nie chodzą sami, a jedynie chcą nas zwabić w swoją pułapkę? – Monarchini odsunęła się od planów, przechodząc na drugą stronę stołu. Zasiadła na swoim miejscu, przykładając palce do skroni. – Przecież to nie może być tak proste, aby kilku młodych ot tak porwało sobie parę Kytinn. 

– Jeśli wasza wysokość sobie tego życzy, mogę obstawić te miejsca najlepszymi ludźmi. – Odpowiedział pośpiesznie Atros, składając porozrzucane plany. 

– I co dalej? – Rzucił Ornis zasiadając na swoim miejscu, zmęczony całym tygodniem planowania oraz poszukiwania informacji. Jedynie generał Atros wykazywał się wyjątkowo dużymi pokładami energii, choć może była to jedynie przykrywka, aby dać innym odrobinę wiary. 

– Tych, którzy trafią w nasze sidła, zaciągniemy do lochów i wyciągniemy te informacje siłą. – Lekki uśmiech pojawił się na jego twarzy. – To chyba oczywiste generale, że nie będziemy grzecznie prosić ich o namiastkę informacji.

– Co, jeśli będą kłamać? – Wahanie w głosie Athrilli było wręcz namacalne, a ten stan jedynie sprawił, iż z ust Atrosa znikło zadowolenia.

– Możemy rozpocząć pytania od tego, co wiemy. Jeśli będą kłamać, to zaczniemy je torturować. Będziemy zadawali pytania tak długo, aż nie będą z nami zupełnie szczerzy. Kiedy przejdziemy na mniej znane nam tematy, będziemy, prowadzi trzy lub więcej przesłuchań na raz. Każdemu zadamy ten sam zestaw pytań, jeśli zeznania nie będą zgodne z resztą, wrócimy do tortur. I tak do skutku. – Odparł Atros z zadowoleniem. Złożył stertę papierów obok monarchini. – Trochę nadziei Athrilli, to może się udać. – Dodał ciszej, kucając obok niej tak, aby był w stanie spojrzeć w jej przymrużone oczy. 

– Zbierz ludzi. Do wieczora chcę mieć przynajmniej piątkę Kytinn w celach. – Rzuciła, na co uśmiechnął się Atros. Mężczyzna wyszedł z sali szybkim krokiem, w głowie mają już pełne rozporządzenia dla swoich ludzi. 

Podobne opowiadania

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *